Św. Hieronim ze Strydonu (+420), Ep. 84 ad Pammachio et Oceano, o orygenizmie
Św. Hieronim ze Strydonu, Doktor Kościoła, Ep. 84 ad Pammachio et Oceano (PL 22, 744-752; CSEL 55, 121-135; tłum. ks. J. Czuj, PAX 1954, t. 2, ss. 241-254)
Hieronim braciom Pammachiuszowi i Oceanowi przesyła pozdrowienie.
1. Pismo, które przysłaliście było dla mnie zaszczytem oraz obelgą, bo w ten sposób sławi mój talent, że obdziera mnie z prawdziwej wiary. Ponieważ dobrzy ludzie w Aleksandrii, w Rzymie i na całym prawie świecie przyzwyczaili się obrzucać mnie tymi samymi obelgami i tak bardzo mnie miłują, że beze mnie nie mogliby być heretykami, pominę oszczerców, a odpowiem tylko na oszczerstwa i zarzuty Jeśli się bowiem odpowiada złorzeczeniem złorzeczącym i kąsa zemstą przeciwników, nie przynosi to pożytku takiej sprawie, w której obowiązuje nakaz, by nie odpłacać złem za zło [por. Rz 12, 17; 1 Tes 5, 15], ale zwyciężać zło dobrym, nasycać się zelżywościami i bijącemu nadstawić drugi policzek [por. Iz 3, 30; Mt 5, 39].
2. Zarzucają mi, że chwaliłem niegdyś Orygenesa. O ile się nie mylę, pochwaliłem go dwukrotnie: jedno miejsce to przedmowa do Damazego w homiliach na Pieśń nad Pieśniami, drugie to prolog do Księgi imion hebrajskich. Czy jest tam mowa o dogmatach kościelnych? Czy o Ojcu, Synu i Duchu Świętym? Czy o zmartwychwstaniu ciała, o stanie duszy i o jej naturze? Uczciwie pochwaliłem uczciwe wyjaśnienia i znajomość przedmiotu. Nie ma tam wcale mowy o wierze ani o dogmatach. Jest tylko rozprawa moralna, przy tym bystre wyjaśnienia rozpraszają alegoryczną zasłonę. Pochwaliłem tłumacza, nie teologa, talent, nie wiarę, filozofa, nie Apostoła. A jeśli chcą wiedzieć, jaki jest mój sąd o Orygenesie, niechaj przeczytają komentarze do Eklezjastesa, niech przerzucą trzy księgi komentarzy do listu Efezjan, a przekonają się, że zawsze byłem przeciwny jego zapatrywaniom. Czyżby to bowiem nie była głupota tak chwalić czyjeś wykształcenie, by nawet jego bluźnierstwa naśladować? Błogosławiony Cyprian posługuje się dziełami Tertuliana, jak wykazują jego pisma, a chociaż chętnie korzysta z talentu uczonego i pełnego zapału męża, nie idzie wraz z nim za Montanem i Maksymillą. Wyborne rozprawy przeciw Porfiriuszowi napisał Apolinary, pięknie utkał historię Kościoła Euzebiusz; pierwszy z nich zakładał, że rządy Chrystusa są rozdwojone, drugi zaś jest jawnym szermierzem w obronie bezbożności Ariusza. „Biada — mówi Izajasz — tym, którzy nazywają dobro złem, a zło dobrem, którzy czynią gorzkie słodkim, a słodkie gorzkim“ [por. Iz 5, 20]. Nie należy odmawiać zacności przeciwnikom dobrym, o ile ją posiadają, ani też pochwalać błędów przyjaciół; każdą rzecz powinniśmy oceniać ważnością sprawy, a nie osoby. Wszak i o Lucyliuszu mówi się z przekąsem, że stopy jego są niezręczne, a jednak chwali się jego ostry dowcip [por. Horacy, Sat. 1, 10].
3. Gdy byłem młodzieńcem, opanował mnie godny podziwu zapał do nauki; uczyłem się sam, a nie według czyichkolwiek pomysłów. Często słuchałem w Antiochii Apolinarego z Laodycei i miałem dla niego uznanie, ale chociaż mię kształcił w Piśmie św., nigdy nie przyjąłem od niego dogmatu przewyższającego rozum. Już głowa okryła się siwizną [por. Owidiusz, Metamorf. 8, 568; 15, 211] i przystało mi raczej być nauczycielem niż uczniem, udałem się jednak do Aleksandrii, gdzie słuchałem Didyma. Za wiele rzeczy składam mu dzięki. Czego nie umiałem, tego nauczyłem się; tego zaś, co umiałem, nie straciłem wskutek jego wykładów. Ludzie myśleli, że już skończyłem naukę. Przybyłem do Jerozolimy i Betlejem; z jakimże trudem, za jaką cenę zyskałem w Bar-Anina nocnego nauczyciela! Bał się bowiem żydów i przychodził do mnie jak drugi Nikodem [por. J 3, 1-2]. O tych wszystkich często wspominam w moich pracach. Niewątpliwie zasady Apolinarego i Didyma są ze sobą sprzeczne. Obie strony mogą mnie uznać za swą własność: przyznaję, że obaj byli moimi nauczycielami. Może mi ktoś zarzucić, że żyda miałem za nauczyciela. A może ktoś śmie przytoczyć mój list pisany do Didyma z tego powodu, że był moim nauczycielem. Wielka zbrodnia ucznia, jeśli człowieka uczonego i starego nazwałem nauczycielem! Chcę jednak zastanowić się nad tym listem, który tak długi czas zachowuje się, by na jego podstawie fałszywie mnie obwiniać. Nie zawiera on nic prócz wyrazów czci i pozdrowienia. Zarzuty są niedorzeczne i bezpodstawne. Dowiedźcie mi raczej, gdzie broniłem herezji albo gdzie chwaliłem przewrotne twierdzenie Orygenesa? Czyż nie zmieniłem jego haniebnego wyjaśnienia tekstu Izajasza, w którym jest mowa o dwóch wołających Serafinach [por. Iz 6, 3]? Podczas gdy on je tłumaczy przez Syna i Ducha Świętego, to ja przez nie rozumiem dwa Testamenty [por. ep. 18, 6; 7; Comment. ad Isaiam 3, 6.] . Przeciwnicy moi mają w rękach książkę, wydaną przed dwudziestu laty. Wielka ilość moich prac, a przede wszystkim komentarze zwalczają sektę pogańską zależnie od okoliczności. Co do zarzutu, że gromadziłem jego książki gorliwiej niż książki innych autorów, to pragnąłem mieć dzieła wszystkich tłumaczy Pisma św., aby tępotę mego umysłu wyrównać pilnym czytaniem. Zgromadziłem jego książki, wyznaję; i dlatego nie naśladuję jego błędów, ponieważ znam wszystko, co napisał. Wierzcie doświadczonemu; mówię jako chrześcijanin do chrześcijan: poglądy jego są zatrute, obce Pismu św. i fałszują Pismo. Powtarzam, że przeczytałem Orygenesa, a jeśli w czytaniu jest zbrodnia, przyznaję się do niej: moją sakiewkę rzeczywiście wypróżniły aleksandryjskie utwory. Jeśli mi wierzycie — nigdy nie byłem zwolennikiem Orygenesa; jeśli nie wierzycie — teraz przestałem nim być. Ale jeśli w ten sposób nie można was skłonić do uwierzenia mi, to zmuszacie mnie do pisania we własnej obronie przeciwko waszemu mistrzowi, abyście przecież uwierzyli, gdy oskarżam, jeśli nie wierzycie, gdy zaprzeczam. Ale chętniej wierzy się w to, że błądzę, niż że się poprawiłem. Nic dziwnego, gdyż uważają, że jestem wtajemniczony w ich naukę i że nie chcę jawnie wyznawać zasad, ponieważ ludzie są głupi i nikczemni. Mają oni bowiem tę zasadę, że nie należy bez namysłu rzucać pereł przed wieprze ani dawać psom tego, co święte [por. Mt 7, 6], i trzeba mówić z Dawidem: „W sercu moim skryłem słowa twoje, abym nie grzeszył tobie“ [Ps 118, 11], a na innym miejscu powiada o sprawiedliwym: „Który mówi prawdę z bliźnim swoim“ [Ps 14, 3; 23, 4], to jest z tymi, „którzy są jednej wiary z nami“ [Ga 6, 10]. Z tego chcą wyciągnąć wniosek, że my powinniśmy słuchać kłamstwa, gdyż jeszcze nie jesteśmy wtajemniczeni, abyśmy jak niemowlęta nie udusili się zbyt twardym pokarmem[ por. Hbr 5, 12-14]. Szósta księga Kobierców, w której Orygenes łączy nasz dogmat z poglądem Platona, wykazuje wyraźnie, że łączyły ich tajne węzły zadzierzgnięte przez kłamstwa i krzywoprzysięstwa.
4. Cóż więc mam zrobić? Czy mam powiedzieć, że nie podzielam tych zapatrywań? Nie uwierzą. Czy mam przysiąc? Śmiać się będą i mówić: „Z naszego domu pochodzą te rzeczy“ [por. Cycero Academ. 2, 80; Tacyt, Dial. 9]. Uczynię to, czego jedynie się wystrzegają, że wyciągnę na forum publiczne ich obrzędy i tajemnice i niech się ujawni cała ich mądrość, bo przeświadczeni o niej, żartują z naszej prostoty. A ci, którzy nie wierzą moim przeczeniom, niechaj uwierzą przynajmniej zarzutom na piśmie. Tego się bowiem najwięcej wystrzegają, by ich pisma nie mogły być nigdy użyte przeciw ich mistrzowi. Bez namysłu mówią pod przysięgą to, co następnie cofają krzywoprzysięstwem. Uchylają się od podpisu i szukają wykrętów. Jeden mówi: „Nie mogę potępiać tego, czego nikt nie potępił“; drugi: „Co do tego Ojcowie nic nie postanowili“. Wszystko zaś czynią w tym celu, aby skutkiem wzburzenia opinii całego świata odwlec konieczność podpisania. Inny mówi z większym uporem: „W jaki sposób będziemy potępiali to, czego nie tknął synod nicejski? Skoro bowiem potępił Ariusza, potępiłby również bez wątpienia Orygenesa, gdyby odrzucił jego twierdzenia“. Czyli że jednym lekarstwem powinien był leczyć wszystkie panujące w tym czasie choroby; i dlatego należy odmówić majestatu Duchowi Świętemu, ponieważ na owym synodzie milczano o Jego substancji. Wtedy toczyła się sprawa Ariusza, nie Orygenesa, i była mowa o Synu, nie o Duchu Świętym. Wyznali wiarę w tę prawdę, która była zaprzeczana, a milczeli o tej, o którą nikt się nie pytał. Jednakże skrycie uderzyli także w Orygenesa, który jest źródłem Ariusza; potępiając bowiem tych, którzy zaprzeczają, że Syn pochodzi z substancji Ojca, potępili zarówno jego, jak i Ariusza. Inaczej bowiem na podstawie tego argumentu nie powinni być potępieni ani Walentyn, ani Marcjon, ani Katafryges, ani Manicheusz, ponieważ synod nicejski ich nie wymienia, a przecież nie ma wątpliwości, że istnieli przed synodem. Kiedy zaś zaczęto wywierać na nich nacisk, żeby podpisali albo oddzielili się od Kościoła, możesz zobaczyć dziwne wykręty. Tak się liczą ze słowami, tak zmieniają istniejący porządek i uzgadniają wszystkie sprzeczności, że równocześnie wyznają naszą wiarę i wiarę przeciwników i co innego słyszy heretyk, a co innego katolik. Czy nie w tym samym duchu Apollo delficki, zwany Loksjaszem, dawał wyrocznie Krezusowi i Pyrrusowi w różnych czasach, ale podobnym wierszem z nich zażartował.
6. Nie jest obecnie na czasie popisywać się retoryczną mową przeciw przewrotnej zasadzie. Nie wystarczyłby mi bogaty język Cycerona i płomienna mowa Demostenesa nie mogłaby napełnić umysłu mego zapałem, jeślibym chciał wykazywać oszustwa heretyków, którzy słowami wyznają zmartwychwstanie, a w duchu mu przeczą. Nierządnice ich mają zwyczaj trzymać się za piersi, uderzać się po brzuchu, dotykać lędźwi, bioder i wątłych ramion, i mówić: „Cóż nam pomoże zmartwychwstanie, jeśli kruche ciało wstanie z martwych? Będziemy w przyszłości podobne do aniołów i otrzymamy również naturę aniołów“. Oburzają się więc na zmartwychwstanie z ciałem i kośćmi, z którymi i Chrystus zmartwychwstał. Ale przypuśćmy, że błądziłem w młodości, a wykształcony w naukach filozoficznych, czyli pogańskich, nie znałem z początku dogmatów wiary chrześcijańskiej i myślałem, że nauka Apostołów zawiera to, co czytałem u Pitagorasa, Platona i Empedoklesa; w takim razie dlaczego naśladujecie błąd maluczkiego w Chrystusie, karmiącego się mlekiem [por. 1 Kor 3, 1]? Dlaczego uczycie się bezbożności od tego, który jeszcze nie nauczył się pobożności? Drugą deską ratunku po rozbiciu jest — szczere wyznanie winy. Naśladowaliście, gdy błądziłem, naśladujcie także, gdy się poprawiłem. Zbłądziliśmy w młodości, poprawmy się na starość. Zespólmy westchnienia, połączmy łzy, płaczmy i nawracajmy się do Pana, który nas stworzył; nie czekajmy na skruchę diabła. Jest to fałszywe mniemanie i wiedzie w przepaść piekielną; tu albo zdobywa się życie, albo się je traci. Jeżeli nigdy nie naśladowałem Orygenesa, to na próżno mnie pragniecie zniesławić; jeśli byłem jego uczniem, naśladujcie moją skruchę. Uwierzyliście wyznaniom, uwierzcie również, gdy zaprzeczam.
8. Czy ktoś chce chwalić Orygenesa? Niechaj chwali go tak, jak go ja chwalę. Mąż wielki od dzieciństwa i syn prawdziwego męczennika [św. Leonidasa], kierował szkołą kościelną w Aleksandrii, jako następca męża uczonego, kapłana Klemensa; rozkoszy unikał do tego stopnia, że z gorliwości Bożej, „ale nie według tego, co wiedzieć należy“ [por. Rz 10, 2], sam się otrzebił żelazem, podeptał chciwość; Pismo św. umiał na pamięć, a nad jego wyjaśnieniem pracował gorliwie dniami i nocami. Ponad tysiąc kazań wygłosił w Kościele, nadto wydał niezliczoną ilość komentarzy, które sam nazywa „tomami“, a które teraz pomijam, by się nie wydawało, że sporządzam wykaz jego dzieł. Kto z nas potrafi tyle przeczytać, ile on napisał [por. ep. 33]? Kto nie podziwia jego zapału dla zagadnień Pisma św.? A gdyby jakiś zazdrosny Judasz przedstawił nam jego błędy, niechaj zechce wysłuchać tych słów:
[Horacy, Ars poet. 359 wg Czubka]
9. Nie naśladujmy błędów tego, którego cnót nie możemy naśladować. Zbłądzili w wierze i inni, tak Grecy, jak i Łacinnicy, ale imion ich nie podaję, by nie wyglądało, że go bronię nie na podstawie jego zasług, lecz na podstawie błędów, które inni popełnili. „To nie jest — powiesz — usprawiedliwieniem Orygenesa, lecz oskarżeniem innych“. Pięknie — gdybym nie mówił, że zbłądził, gdybym wierzył, że nawet w bezbożności należy słuchać Apostoła Pawła albo anioła z nieba [por. Ga 1, 8]. Teraz zaś, ponieważ szczerze przyznaję, że zbłądził, tak będę go czytał jak innych, ponieważ tak zbłądził jak inni. Możesz odpowiedzieć: „Jeśli ten błąd wielu popełnia, dlaczego jednego prześladujecie?“ Dlatego, że wy jego jednego chwalicie jak Apostoła. Skończ z przesadną miłością, a my skończymy z wielką nienawiścią. W tym jednak celu wybieracie błędy innych z ich książek, byście mogli bronić jego błędu; tak wynosicie Orygenesa pod niebiosy, że twierdzicie, iż w niczym nie zbłądził. Kimkolwiek jesteś, obrońco nowych dogmatów, proszę cię, byś oszczędzał uszu rzymskich, byś oszczędzał wiary, którą chwalą słowa Apostoła [por. Rz 1, 8]. Dlaczego po czterystu latach usiłujesz uczyć nas tego, czego nie wiedzieliśmy przedtem? Dlaczego głosisz to, czego Piotr i Paweł nie chcieli głosić? Aż do dzisiejszego dnia istniał świat chrześcijański bez tej nauki. W starości trwać będę w tej wierze, w której w dzieciństwie się odrodziłem. Nazywają nas Peluzjotami, to znaczy istotami nikczemnymi, głupimi i zmysłowymi, dlatego, że nie przyjmujemy tego, co jest z ducha [por. 1 Kor 2, 14], a oczywiście Jerozolimianami są oni, których matka jest w niebie [por. Ga 4, 26]. Nie gardzę ciałem, w którym Chrystus urodził się i zmartwychwstał, nie lekceważę gliny, która, wypalona w najczystsze naczynie, króluje w niebie; jednak dziwię się, dlaczego ci, którzy poniżają ciało, żyją zmysłowo i tego nieprzyjaciela swego pielęgnują oraz odżywiają wykwintnie, chyba że chcą wypełniać słowo Pisma: „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści“ [Mt 5, 44; Łk 6, 27]. Miłuję ciało czyste, dziewicze, poszczące; miłuję nie uczynki ciała, lecz jego substancję; miłuję ciało, które wie, że będzie sądzone; miłuję ciało, które dla Chrystusa jest podczas męczeństwa zabijane, rozdzierane, palone.
10. Niedorzeczność tego twierdzenia, jakoby książki jego zostały zepsute przez pewnych heretyków i ludzi złej woli, można udowodnić z tego, co następuje. Czy można znaleźć ludzi mądrzejszych, bardziej uczonych i wymownych niż obrońcy Orygenesa, Euzebiusz i Dydim? Jeden z nich zapewnia w sześciu księgach obrony τής απολγιας — że Orygenes miał takie poglądy, jak on sam, drugi w ten sposób stara się usprawiedliwić jego błędy, że przyznaje, iż od niego pochodzą; nie zaprzecza, że to napisał, lecz wyjaśnia myśl autora. Inną jest rzeczą, jeśli niektóre rzeczy zostały dodane przez heretyków, inną, jeśli ktoś tego broni jako słusznego twierdzenia. Jedynie Orygenesa to spotkało, że jego pisma na całym świecie sfałszowano i jakby na skutek dekretu Mitrydatesa jednego dnia wymazano całą prawdę z jego książek. Jeśli jedna książka została zepsuta, to czyż wszystkie jego dzieła, jakie wydał w różnych miejscach i w różnych okresach czasu, mogły równocześnie ulec zepsuciu? Sam Orygenes wyraża żal w liście do Fabiana, biskupa rzymskiego, że takie rzeczy napisał, i zarzuca lekkomyślność Ambrożemu, że to, co on napisał prywatnie, Ambroży podał do publicznej wiadomości. Dlaczego do tej pory niektórzy wymyślają dowody, że te rzeczy, których nie przyjmujemy, są nieautentyczne?
11. Następnie za to, że przytaczają Pamfilosa jako jego czciciela, składam im dzięki w swoim imieniu, gdyż uznali mnie za godnego, abym razem z męczennikiem był przedmiotem ich oszczerstw. Jeśli bowiem mówicie, że nieprzyjaciele Orygenesa sfałszowali jego książki w tym celu, by je zniesławić, to dlaczego by mnie nie było wolno mówić, że przyjaciele i zwolennicy Orygenesa ułożyli książkę i wydali ją jako dzieło Pamfilosa, by świadectwem męczennika bronić Orygenesa przed niesławą? Oto wy poprawiacie w książkach Orygenesa to, czego on nie napisał, a dziwicie się, jeśli ktoś wydaje książkę, której on nie wydał. Wy możecie być oskarżani na podstawie wydanego dzieła; on, który nic innego nie wydał, łatwiej jest narażony na oszczerstwa. Dajcie jakiekolwiek inne dzieło Pamfilosa; nigdzie go nie znajdziecie; jest to jedyne dzieło. Skądże tedy mam wiedzieć, że jest to praca Pamfilosa? Widocznie może mię pouczyć sposób pisania. Nigdy nie uwierzę, by mąż uczony pierwsze owoce swego talentu poświęcił spornym kwestiom i niesławie. I sama nazwa Apologetyku wskazuje na oskarżenie; broni się bowiem tylko tego, co jest przedmiotem oskarżenia. Przytoczę teraz jedną rzecz, na którą mógłby się nie zgodzić jedynie człowiek głupi lub bezwstydny. Książka, którą się przypisuje Pamfilosowi, zawiera początek szóstej księgi Euzebiusza pisanej w obronie Orygenesa — i obejmuje około tysiąca wierszy; wreszcie zaś autor tegoż dzieła przytacza dowody, na podstawie których usiłuje wykazać, że Orygenes był katolikiem. Euzebiusz i Pamfilos do tego stopnia byli zgodni, że można by sądzić, iż mieli jedną duszę i że jeden od drugiego otrzymał imię. Jakże więc mogli mieć różne zdania? Także Euzebiusz w całym swoim dziele udowadnia, że Orygenes jest przedstawicielem zasady ariańskiej, a Pamfilos, że jest obrońcą synodu nicejskiego, który się odbył później. Z tego wynika, że jest to albo praca Didyma, albo kogoś innego, który usunął początek szóstej księgi, a pozostałe części złączył w całość. Ale zgódźmy się nawet, że to jest dzieło Pamfilosa, lecz jeszcze nie męczennika — bo to pisał, zanim poniósł śmierć męczeńską. ,,I w jaki sposób — powiesz — godnym był męczeństwa“? Rozumie się, że męczeństwem zmazał błąd i że jedno przewinienie okupił przelaniem swojej krwi. Iluż to na całym świecie męczenników różnym podlegało grzechom, zanim zostali zabici! Czy to dlatego mamy bronić grzechów, że ci, którzy później byli męczennikami, przedtem byli grzesznikami?
12. Najukochańsi Bracia, podyktowałem te słowa szybko w odpowiedzi na wasz list; przezwyciężyłem zasadę, by nie pisać przeciwko temu, którego talent poprzednio chwaliłem, gdyż wolę swą opinię wystawić na niebezpieczeństwo niż wiarę. Tak mi się przysłużyli przyjaciele moi, że jeśli będę milczał, będę uważany za winnego; jeśli odpowiem, będę uchodził za nieprzyjaciela. Jedno i drugie położenie jest trudne, ale z dwojga wybiorę to, co jest lżejsze: spór może być wszczęty na nowo, bluźnierstwo nie zasługuje na przebaczenie. Pozostawiam waszej ocenie, ile pracy włożyłem w przełożenie ksiąg Περι αρχῶν, gdyż z jednej strony zmiana greckiego tekstu nie dowodzi dobrego przekładania, lecz przekręcania oryginału, z drugiej strony przekład dosłowny nie przystoi temu, kto chce zachować wdzięk języka.
Komentarze
Prześlij komentarz