Katolicka interpretacja Pisma Św., czyli o błędzie kard. Kajetana - Melchior Cano OP (+1560)

KONTEKST: [...] Niepoślednie,‎ ‎co‎ ‎do‎ ‎liczby‎ ‎raczej‎ ‎niż‎ ‎co do‎ ‎bezwzględnej‎ ‎wartości,‎ ‎miejsce‎ ‎zajmują‎ ‎w‎ ‎pismach‎ ‎Kajetana‎ ‎kommentarze jego‎ ‎na‎ ‎Pismo‎ ‎św.‎ ‎Znać‎ ‎w‎ ‎nich,‎ ‎jak‎ ‎we‎ ‎wszystkich‎ ‎dziełach‎ ‎jego,‎ ‎ogromną‎ ‎pracę,‎ ‎niepospolity‎ ‎zasób‎ ‎wiedzy‎ ‎i‎ ‎uczoności‎ ‎i‎ ‎rzadką,‎ ‎a‎ ‎nieraz i‎ ‎szczęśliwą‎ ‎w‎ ‎wyjaśnieniu‎ ‎ciemniejszych‎ ‎miejsc‎ ‎bystrość‎ ‎umysłu;‎ ‎ale‎ ‎od stępując‎ ‎od‎ ‎wskazanych‎ ‎tradycją‎ ‎Ojców‎ ‎prawideł‎ ‎hermeneutyki‎ ‎katolickiej tem‎ ‎samem‎ ‎wykład‎ ‎swój‎ ‎na‎ ‎niepewne‎ ‎wprowadził‎ ‎drogi‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎niejednem m‎jejscu‎ ‎pobłądził.‎ ‎Dwojaki‎ ‎zwłaszcza‎ ‎w‎ ‎samej‎ ‎zasadzie‎ ‎można‎ ‎mu‎ ‎sprawiedliwie‎ ‎zarzucić‎ ‎błąd,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎
1)‎ ‎zbytnie,‎ ‎z‎ ‎ujmą‎ ‎dla‎ ‎przyjętych‎ ‎w‎ ‎Kościele‎ ‎przekładów,‎ ‎przywiązywanie‎ ‎wagi‎ ‎do‎ ‎oryginalnego‎ ‎tekstu‎ ‎Pisma‎ ‎ś. i‎ ‎
2‎)‎ ‎lekceważenie,‎ ‎albo‎ ‎przynajmniej‎ ‎pomijanie‎ ‎powagi‎ ‎Ojców‎ ‎Kościoła, do pierwszego‎ ‎twierdził,‎ ‎że‎ ‎tekst‎ ‎hebrajski‎ ‎w‎ ‎St.‎ ‎Testamen.,‎ ‎a‎ ‎tekst Grecki‎ ‎w‎ ‎Nowym‎ ‎sam‎ ‎tylko‎ ‎podaje‎ ‎nam‎ ‎nieomylne‎ ‎słowo‎ ‎Boże,‎ ‎gdy‎ ‎przeciwnie‎ ‎w‎ ‎przekładzie‎ ‎łacińskim‎ ‎mamy‎ ‎tylko‎ ‎słowo‎ ‎tłumacza,‎ ‎podlegającego‎ ‎błędowi.‎ ‎Co‎ ‎do‎ ‎drugiego‎ ‎zaś,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎co‎ ‎do‎ ‎samego‎ ‎sposobu‎ ‎tłumaczenia Pisma św.,‎ ‎utrzymywał,‎ ‎i‎ ‎sam‎ ‎według‎ ‎tego‎ ‎zdania‎ ‎postępował,‎ ‎że‎ ‎godzi się‎ ‎wykładać‎ ‎teksty‎ ‎ksiąg‎ ‎świętych‎ ‎w‎ ‎sensie‎ ‎zupełnie‎ ‎nowym‎ ‎i‎ ‎przedtem nieużywanym,‎ ‎byleby‎ ‎nie‎ ‎zostającym‎ ‎w‎ ‎sprzeczności‎ ‎z‎ ‎innemi‎ ‎miejscami Pisma‎ ‎św.‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎nauką‎ ‎wiary,‎ ‎chociażby‎ ‎jednomyślny‎ ‎wykład‎ ‎Ojców‎ ‎Kościoła‎ ‎w‎ ‎odmiennym‎ ‎sensie‎ ‎je‎ ‎tłumaczył.‎ ‎
Oba‎ ‎te‎ ‎zdania‎ ‎dzisiaj,‎ ‎w‎obec jasnego‎ ‎w‎ ‎tej‎ ‎materji‎ ‎orzeczenia‎ ‎Kościoła,‎ ‎zakrawałyby‎ ‎na‎ ‎herezję;‎ ‎ale już‎ ‎i‎ ‎naonczas,‎ ‎choć‎ ‎jeszcze‎ ‎nie‎ ‎był‎ ‎sobór‎ ‎tryd.‎ ‎wydał‎ ‎swego‎ ‎wyroku o ‎równej‎ ‎tekstom‎ ‎oryginalnym‎ ‎powadze‎ ‎Wulgaty‎ ‎i‎ ‎obowiązującej‎ ‎w‎ ‎wykładzie‎ ‎Pisma‎ ‎św.‎ ‎jednomyślnej‎ ‎nauce‎ ‎Ojców,‎ ‎zdania‎ ‎te‎ ‎K’a‎ ‎rażącą‎ ‎były Nowością‎ ‎i‎ ‎szeroką‎ ‎a‎ ‎niebezpieczną‎ ‎otwierały‎ ‎drogę‎ ‎herezji,‎ ‎właśnie tym‎ ‎czasie‎ ‎głowę‎ ‎podnoszącej‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎bezwzględną‎ ‎zuchwałością‎ ‎rokosz sw‎ój‎ ‎popierającej‎ ‎samowolnem,‎ ‎z‎ ‎odrzuceniem‎ ‎powagi‎ ‎Kościoła,‎ ‎tłumaczeniem‎ ‎Biblji.‎ ‎Nie‎ ‎dziw‎ ‎zatem,‎ ‎że‎ ‎kommentarze‎ ‎K’a,‎ ‎za‎ ‎pierwszem‎ ‎pojawieniem‎ ‎się,‎ ‎wielu‎ ‎między‎ ‎pisarzami‎ ‎i‎ ‎teologami‎ ‎katolickimi‎ ‎znalazły Przeciwników,‎ ‎i‎ ‎słusznie‎ ‎mu‎ ‎zarzuca‎ ‎Pallavicini‎ ‎(Storia‎ ‎del‎ ‎conc.‎ ‎l.‎ ‎VI, c‎. ‎17),‎ ‎że‎ ‎umysł‎ ‎swój,‎ ‎zkądinąd‎ ‎tak‎ ‎jasny‎ ‎i‎ ‎dogmatyczny,‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎punkcie w błąd ‎uwikłał,‎ ‎„trzymając‎ ‎się‎ ‎wodza,‎ ‎znającego‎ ‎się‎ ‎lepiej‎ ‎na‎ ‎grammatyce hebrajskiej‎ ‎niż‎ ‎na‎ ‎nauce‎ ‎Bożej". ‎Nie‎ ‎umiejąc‎ ‎sam‎ ‎po‎ ‎hebrajsku,‎ ‎K. przy‎ ‎użyciu‎ ‎cudzej‎ ‎pomocy‎ ‎sporządził‎ ‎dosłowny‎ ‎z‎ ‎tekstu‎ ‎oryginalnego‎ ‎łaciński‎ ‎przekład‎ ‎wszystkich‎ ‎prawie‎ ‎ksiąg‎ ‎Biblji,‎ ‎i‎ ‎zacząwszy‎ ‎od‎ ‎r.‎ ‎15‎30‎, Poczęły‎ ‎się‎ ‎ukazywać‎ ‎jeden‎ ‎po‎ ‎drugim‎ ‎kommentarze‎ ‎jego‎ ‎na‎ ‎wszystkie, według‎ ‎kanonu‎ ‎żydowskiego,‎ ‎księgi‎ ‎St.‎ ‎Testamentu,‎ ‎z‎ ‎wyjątkiem‎ ‎Pieśni n‎ad‎ ‎pieśniami‎ ‎i‎ ‎Proroków;‎ ‎po‎ ‎nich‎ ‎nastąpiły‎ ‎kommentarze‎ ‎na‎ ‎wszystkie, oprócz‎ ‎Apokalipsy,‎ ‎księgi‎ ‎N.‎ ‎Testamentu.‎ ‎Kommentarzy‎ ‎tych,‎ ‎wydawał li‎ ‎pojedynczo‎ ‎bądź‎ ‎w‎ ‎Rzymie,‎ ‎bądź‎ ‎w‎ ‎Wenecji,‎ ‎gdzie‎ ‎i‎ ‎później‎ ‎jeszcze b‎yły‎ ‎drukowane‎ ‎powtórnie,‎ ‎zbiór‎ ‎całkowity‎ ‎wyszedł‎ ‎r.‎ ‎15‎39‎ ‎w‎ ‎Lyonie, w‎ ‎5‎ ‎t.‎ ‎in-f.‎ ‎Prócz‎ ‎tego,‎ ‎zostawił‎ ‎K.‎ ‎inne‎ ‎jeszcze‎ ‎dzieło‎ ‎egzegetyczne pt.‎ ‎Jentaculorum‎ ‎libri‎ ‎8,‎ ‎zawierające‎ ‎w‎ ‎sobie‎ ‎wykład‎ ‎6‎‎4‎ ‎różnych‎ ‎tekstów‎ ‎Nowego‎ ‎Test.‎ ‎
    Między‎ ‎przeciwnikami,‎ ‎których‎ ‎K.‎ ‎wzbudził‎ ‎sobie swojemi‎ ‎kommentarzami,‎ ‎pierwsze‎ ‎zajął‎ ‎miejsce‎ ‎Melchior‎ ‎Canus,‎ ‎w‎ ‎swojem ‎dziele‎ ‎„De‎ ‎locis‎ ‎theologicis"‎ ‎(l.‎ ‎VII‎ ‎c.‎ ‎3‎),‎ ‎tudzież‎ ‎Ambroży‎ ‎Cathal‎in‎us,‎ ‎także‎ ‎dominikanin.‎ ‎Ten‎ ‎ostatni‎ ‎jeszcze‎ ‎za‎ ‎życia‎ ‎K’a‎ ‎wyjednał od ‎uniwersytetu‎ ‎paryzkiego‎ ‎wy‎rok,‎ ‎potępiający‎ ‎kommentarze‎ ‎jego‎ ‎na Ewangelje,‎ ‎a‎ ‎r.‎ ‎15‎35‎ ‎wydał‎ ‎przeciw‎ ‎niemu‎ ‎„sześć‎ ‎ksiąg‎ ‎inwektyw‎ ‎czyli Wrzutów",‎ ‎p.‎ ‎t.‎ ‎„Adnotationes‎ ‎in‎ ‎excerpta‎ ‎qusedam‎ ‎de‎ ‎commentariis Ca‎rd.‎ ‎Cajetani‎ ‎dogmata",‎ ‎Paryż,‎ ‎in-8.‎ ‎Inni,‎ ‎jak‎ ‎Gabriel‎ ‎Prateolus‎ ‎i‎ ‎Alfons de‎ ‎Castro‎,‎ ‎jeszcze‎ ‎dalej‎ ‎się‎ ‎posuwając,‎ ‎obwiniali‎ ‎K’a‎ ‎wprost‎ ‎o‎ ‎here‎zję.‎ ‎Do‎ ‎przeciwników‎ ‎jego,‎ ‎ale‎ ‎umiarkowańszych,‎ ‎zaliczyć‎ ‎jeszcze‎ ‎trzeba: Natalisa‎ ‎Alexandra‎ ‎(Hist.‎ ‎eccl.‎ ‎saec.‎ ‎XV‎ ‎i‎ ‎XVI‎ ‎c.‎ ‎5‎ ‎art.‎ ‎II),‎ ‎kardynała Sforza‎ ‎Pallavicini‎ ‎(Stor.‎ ‎del‎ ‎conc.‎ ‎l.‎ ‎VI.‎ ‎c.‎ ‎17‎,‎ ‎18‎)‎ ‎i‎ ‎Jakuba‎ ‎Gretser (Tractat.‎ ‎de‎ ‎no‎vis‎ ‎traslat.‎ ‎c.‎). Encyklopedja Kościelna, t. 9 (1876), ss. 340-342 





Melchior Cano OP, De locis theologicis, VII, 3, 10 - VII, 4  (tłumaczenie bpa J. Wojtkowskiego, Olsztyn 2016, ss. 331-349)

Księga VII. Rozdział III. 

    [...] 

    [10]. Ósmy więc wniosek brzmi: W wykładzie Pisma Świętego ogólne pojmowanie wszystkich dawnych świętych daje Teologowi najpewniejsze dowodzenie do wzmocnienia twierdzeń Teologicznych. Bo pojmowanie wszystkich świętych jest samym pojmowaniem Ducha Świętego.

    Ten wniosek potwierdzę wielkimi uzasadnieniami, które, jeśli mnie duch nie myli, mogłyby tak rozstrzygnąć spór, by między katolikami żadne więcej zagadnienie nie mogło być przeciwstawiane. Niech zaś do tej rzeczy przystąpię, gdy najpierw powiem trochę o jakby sławie Kajetana. Ja tego męża, jak zresztą często świadczyłem, zawsze bardzo ceniłem. Bardzo bowiem swoimi pismami wsparł Kościół Chrystusowy. Długa jest pochwała czy to wykształcenia, czy zdolności tego człowieka; trudno także przypomnieć wszystkie jego dzieła.

    Krótko można to powiedzieć, że Kajetan mógł być równy najwyższym budowniczym Kościoła, gdyby pewnymi błędami nauki swej, jakby przymieszką jakiegoś trądu, nie splamił, i albo żądzą ciekawości dotknięty, albo zapewne w bystrości umysłu zadufany, w końcu Pismo Święte własnym upodobaniem wykładał, zaiste niemal jak najszczęśliwiej, lecz w niewielu jakichś miejscach o wiele zaiste bystrzej niż szczęśliwie. Bo dawnej tradycji mało trzymający się i w czytaniu świętych mało też obrotny, tajemnic zapieczętowanej księgi nie chciał uczyć się od tych, którzy otworzyli je nie w swoim znaczeniu, lecz w tradycji przodków, prawdziwym mianowicie kluczu Słowa Bożego. Tak, gdy wiele wspaniale napisał, w końcu wszystko pokręcił i jakimiś nowymi wykładami Pisma, powagę innych, które jak najsłuszniej głosił, albo podważył, albo na pewno zmniejszył. Niechętnie zaiste to czynię, że bardzo uczonego męża ganię, wyrażając też jego imię, lecz ponieważ sława imienia i chwały w tym źródle przez Luteranów jest zarzucana, uznałem, że lekkomyślność trzeba zaznaczyć. A błąd, w który popadł, jest tego rodzaju, że ja go wszelkim sposobem powinienem usunąć, a jednak bez nagany najwyższego męża nie mogę.

    Na początku bowiem Commentaria in Genesim rzecze: "jeśli kiedyś zaistnieje nowe znaczenie, odpowiadające tekstowi, chociaż inne od nurtu świętych nauczycieli, czytelnik niech łagodnym będzie cenzorem". A nieco dalej powiada: "niech nikt nie gardzi nowym znaczeniem Pisma Świętego, dlatego że nie współbrzmi z dawnymi nauczycielami, Bóg bowiem nie związał wykładu Pism Świętych ze znaczeniami dawnych nauczycieli, lecz z samym całym Pismem pod cenzurą Kościoła katolickiego. Inaczej zabrana by została nam i potomnym nadzieja wykładania Pisma Świętego, jak tylko przenosząc, jak mówią, ze zwoju na poszyt". Dotąd on. (Gdyby było nowe znaczenie, lecz wobec znaczenia świętych ani sprzeczne ani dalekie, być może dobrze by się miało. Lecz nowe znaczenie, które tak od poglądu dawnych by odstawało i nim się brzydziło, że byłoby prawdziwie przeciwne, z konieczności jest błędne. Kajetan zaś, jak widać, o tym mówi). 

    A w rzeczy samej naśladować we wszystkim naszych przodków i w ich ślady też nasze nogi wstawiać, jak dzieci robią dla zabawy, niczym innym nie wydaje się, niż potępiać nasze umysły, pozbawiać siebie własnego sądu i zdolności poszukiwania prawdy. Dobrze! Idźmy za starszymi, lecz jako przewodnikami, a nie panami. Nie będą bowiem nad naszą wiarą panowali, ani nie musimy tak im być poddani i zniewoleni, byśmy w wykładaniu Pism Świętych żadnej nie mieli swobody. Tym mianowicie uzasadnieniem mógł się kierować, by przeczyć piątemu wnioskowi. 

    Bo Luter zwykł się kierować grubszymi domniemaniami. Gdyż we wstępie Assertionis swych artykułów mówi, iż nikogo nie wolno zmuszać, że we wszystkich pismach jest wiele błędów, często walczą same ze sobą, często wzajemnie się różnią i Pismo Święte przekręcają. Żadnych zaś praw wyjaśniania Słowa Bożego nie cierpi, ponieważ słowo Boże nie powinno być skrępowane, lecz wolne. I że do niego należy ustanawiać i wyjaśniać prawa. Dlatego ludzie mogą być wprawdzie tłumaczami praw ludzkich, Boskich zaś w żaden sposób. 

    [11]. Ten sam pogląd utrzymywał Wiklif według Tomasza Nettera Waldeńskiego: Doctrinale antiquitatum fidei, doktryna 3. To samo utrzymywał też Piotr Abelard na samym początku swoich Disputationes, jak pisze Święty Bernard w Epistola ad Innocentium, numer 190: "Piotr Abelard powiada, że Kościelnych Doktorów jedno jest o tym zdanie, i przedstawia je oraz odrzuca, i chlubi się, że ma lepsze, wbrew przykazaniu Mędrca nie wzdrygając się przekraczać dawnych kresów, które położyli nasi ojcowie". W tej samej łodzi błędów byli: Ariusz, Nestoriusz, Eutyches, Dioskor, jak na Siódmym Soborze, czynności 1, klątwie 7, wyznaje sam Bazyli. O Ariuszu i jego uczniach masz pewnego świadka, Aleksandra - biskupa Aleksandrii - w pierwszej księdze Historia tripartita, rozdział 14. Nestoriusz zaś, ponieważ był wymowny i uważał siebie za uczonego, nie raczył zagłębiać się w księgi dawnych komentatorów, i uważał, że sam jest lepszy od wszystkich, jak mowa jest w księdze dwunastej Historia tripartita, rozdział 4. Tą samą drogą postępował Paweł z Samosaty, jak świadczy Euzebiusz w księdze siódmej Ecclesiastica historia, rozdział 29. Co zaś Wincenty z Lerynu przeciwko świeckim nowinkom mówi o Orygenesie nie przykro będzie dopisać, by choć tym jednym przykładem sumiennego w wykładzie Pisma świętego męża, nauczyli się być rozważni. Gdy bowiem ten pisarz wysławił zdolność, wiedzę, wymowę i inne przedziwne zalety Orygenesa, powiedział: "Ten sam, taki i tak wielki, gdy łaski Bożej zuchwale nadużywa, gdy zdolności swojej za wiele pozwala, i sobie za bardzo wierzy, gdy lekceważy dawną prostotę religii Chrześcijańskiej, gdy chełpi się, iż wie więcej od wszystkich, gdy gardząc tradycjami kościelnymi i naukami dawnych, niektóre rozdziały Pisma Świętego nowym sposobem wyjaśnia, zasłużył by także o nim powiedziano: 'Jeśli powstanie w pośrodku ciebie prorok, albo który mówiłby, że sen widział i zapowiedziałby znak i cud, a stałoby się tak, jako powiedział, i rzekłby ci: Pójdźmy a postępujmy za bogami obcymi, których nie znasz i służmy im - nie usłuchasz słów onego proroka albo snowidza, bo kusi was Pan Bóg wasz, aby jawne było, czy go miłujecie, czy nie, ze wszystkiego serca i ze wszystkiej duszy waszej' (Pwt 13,1-3). 

    To zdanie Kajetana wydaje się błędnowiercom i odszczepieńcom wspólne.
    [12]. Ale i ja uzasadniając nie chcę jednak zwyciężać tu błędnowierców. Co bowiem zrobisz tym, którzy z tą samą zuchwałością wzgardzili sądami Stolicy Apostolskiej, dogmatami Soborów, tradycjami apostołów, i nauką wszystkich świętych? Przeciwko Kajetanowi podjęta jest przez nas cała mowa, który, jak był zdolny, przemyślałby nasze rozumowania, a jak był sumienny, usłyszawszy bardzo poważne świadectwa bynajmniej by się nie opierał. A nam wystarczyło jedno: tak nam nasi przodkowie przekazali. Lecz Kajetan gardzi powagą, walczy rozumem: niech ścierpi, że rozumowania moje walczą z jego rozumowaniami. 

    Chociaż od filozofów słusznie wymagasz uzasadnienia wniosku filozoficznego, w pojmowaniu jednak Pisma Świętego winieneś przodkom naszym wierzyć nawet bez dania racji, oraz bronić twierdzeń o prawie, o wierze i o religii, które od nich otrzymałeś. Ja zaś bronię ich i zawsze broniłem. I z tego pojmowania, które otrzymałem od ojców nie wzruszy mnie niczyja racja, ani uczonego, ani nieuczonego. Lecz nuże! Rozumujmy! Ukażmy, że w wykładzie Pism Świętych należy utrzymywać zgodne pojmowanie starożytnych, jeżeli chcemy być katolikami. Najpierw jednak rozwińmy, co przodkowie nasi o tej sprawie myśleli. Kiedy mnie mowa sprowadziła na to miejsce, będę uczył, czego sam nauczyłem się nie tylko rozumowaniami Teologów, lecz także świadectwami starożytności. 

    [13]. Najpierw Klemens do uczniów Jerozolimskich (Epistola 5, Dystynkcja 37, rozdział 14: Relatum; CIC, Decretum, część pierwsza; [A. Friedberg, t. 1, ss. 139-140]) mówi: "Doniesiono, że jacyś uczą nie według tradycji ojców, lecz według swego pojmowania. Chwytają bowiem wiele prawdopodobieństw z tego, co czytają według umysłu ludzkiego. Dlatego należy pilnie baczyć, by prawo Boże nie było nauczane według własnego pojmowania. Jest bowiem wiele słów w Boskich Pismach, które mogą być naciągane do tego znaczenia, które sobie każdy swobodnie założył. Czego być nie powinno. Bo nie znaczenia, które przynieślibyście z zewnątrz, obcego i zewnętrznego macie szukać, lecz z samych Pism czerpać pojmowanie prawdy. I dlatego trzeba uczyć się rozumienia Pism od tego, kto je zachowuje od starszych, zgodnie z prawdą sobie przekazaną; by i on mógł to, co prawidłowo przyjął, należnie twierdzić". Dotąd Klemens, który i w księdze dziesiątej Recognitiones, jeżeli księga ta obecnie jest przyjmowana, świadczy, że dokument ten od Piotra Apostoła otrzymał. 

    Dionizy także w pierwszym rozdziale księgi De caelesti Hierarchia rzecze: "Do rozważania pojmowań Najświętszych Pism, jak je od ojców otrzymaliśmy, dążmy w miarę sił". Dochodzi tu pewny świadek Ireneusz, który także pisze w księdze czwartej, rozdział 63, że prawowity wykład Pism należy przyjmować przez tradycję przodków.

    Znów Epifaniusz (Haeresis 61), gdy odpiera błędnowierców, którzy zwali siebie Apostolikami, powiada: "Pisma wymagają zastanowienia, dla poznania mocy i zdolności każdego uzasadnienia. Trzeba zaś korzystać i z tradycji, bo nie wszystko można z Boskiego Pisma otrzymać". To Epifaniusz. Tradycją zaś bez wątpienia zwie pojmowanie i znaczenie przyjęte od ojców. Ona bowiem jest kluczem Słowa Bożego, twierdzi Piotr u Klemensa w dziesiątej księdze Recognitiones. Mówi się zaś, że mieli ją uczeni w Piśmie, do których mianowicie tradycje Mojżesza i starszych jakby z rąk do rąk doszły.

    Klemens zaś Aleksandryjski w siódmej księdze Stromata, który tłumaczony jest przeciwko tradycji Kościoła, twierdzi, że oni utracili regułę prawdy. A potem w tej samej również księdze, rozprawiając o błędnowiercach, powiada: "Pragnieniem chwały trzymani są ci, którzy to, co ze swej natury zgadza się, mową przez Boga natchnioną przekazane przez świętych apostołów i nauczycieli, własnowolnie błędnym udawaniem mądrości psują przez inne rozprawy, ludzkimi naukami przeciwstawiając się Boskiej tradycji. Bo wśród tych mężów, którzy tak wielcy byli w wiedzy kościelnej, co zostawało do powiedzenia przez Marcjona, Prodika i podobnych, którzy nie szli prawą drogą? Nie mogli poprzedników przewyższyć mądrością, by cokolwiek wynaleźć do tego, co przez nich prawdziwie było mówione. Lecz dobrze by im było, gdyby mogli wiedzieć, co wcześniej zostało przekazane".

    A Orygenes w Tractatus in Matthaeum 29 powiada: "Ilekroć błędnowiercy przytaczają Pisma Kanoniczne, z którymi każdy Chrześcijanin zgadza się i wierzy, zdają się mówić: Oto w domach jest słowo prawdy. Lecz my nie powinniśmy im wierzyć, ani odchodzić od pierwszej i kościelnej tradycji, ani wierzyć inaczej, niż przez następstwo Kościoła Bożego nam przekazano". To Orygenes. 

    Również Ambroży w trzeciej księdze De fide ad Gratianum, rozdział 7, mówi: "Zachowujmy przykazania starszych, a dziedzicznych pieczęci zuchwali lekkomyślnością prostaka nie naruszajmy, kto z nas ośmieli się zrzec księgi kapłańskiej, opieczętowanej przez wyznawców i poświęconej już męczeństwem wielu?" (Inni czytają: "rozpieczętować księgę kapłańską, opieczętowaną przez wyznawców i poświęconą już męczeństwem wielu?"). 

    Nadto Hieronim w Epistola ad Evagrium rzecze: "Zwróciłem się do ksiąg starców, bym zobaczył, co każdy z osobna mówił, a tobie jakby za radą wielu odpowiedział... I stwierdziłem, że poglądy tych wszystkich... doszły do jednej rachuby, by mówili, że Melchizedech był człowiekiem Kananejskim". A po wielu, co omówić byłoby bardzo długo (Epistola 73, 55, 10, 22,14) powiada: "Masz co usłyszałem, co wyczytałem o Melchizedechu. Do mnie należało świadków odczytać, do ciebie niech należy o wiarogodności świadków sądzić. A jeśli odrzucisz wszystkich, nie otrzymasz z pewnością tego duchowego tłumacza, który z tak wielką dumą i powagą ogłosił, że Melchizedech jest Duchem Świętym, aby udowodnić, że bardzo prawdziwe jest powiedzenie: niewiedza stwarza zuchwalstwo, a wiedza bojaźń". W rozdziale 12 In Danielem mówi: "Zrozumienie Pisma Świętego bez łaski Boga i nauki przodków najbardziej sobie przywłaszczają najgłupsi". A w owej sławnej Epistola ad Paulinum wieloma świadectwami, przykładami i rozumowaniami wytwornie naucza, że nikt w Pismach Świętych bez przewodnika i drogowskazu ścieżki znaleźć nie może. To, czego nauczał Klemens Aleksandryjski w piątej księdze Stromata

    A Cyceron (Ad familiares 7,19) mówi: "Żadna w ogóle sztuka pisana bez nauczyciela i tłumacza pojęta być nie może". Ten zaś przystępuje do Pisma Świętego bez nauczyciela, kto wzgardziwszy pojmowaniem dawnych ojców, tajemniczo pismo po swojemu tłumaczy.

    Podobne śpiewa Augustyn w księdze Ad Honoratum de utilitate credendi, rozdział 7. (Zobacz także tegoż Augustyna we wstępie do księgi De doctrina Christiana). Gdy ten bowiem, (Honorat), sądzi, że może czytać i pojmować Święte Księgi bez cudzej pomocy, czyż tak nie jest? Augustyn rzecze (De utilitate credendi 7,17): "Nienauczony żadnej poetyckiej umiejętności Terencjusza tknąć się nie ośmielaj. Asper, Kornut, Donat, i niezliczeni inni są wymagani, by którykolwiek poeta mógł być pojęty, ty w Święte Księgi bez przewodnika wpadasz i o nich bez nauczyciela ośmielasz się wydawać wyrok". A w rozdziale 17 rzecze: "Jeśli każda umiejętność, chociaż marna i łatwa, by mogła być zdobyta, wymaga nauczyciela albo mistrza, cóż pełniejszego lekkomyślnej pychy, niż nie chcieć poznawać ksiąg Boskich Tajemnic przez ich tłumaczy?". Dotąd Augustyn. 

    Także Grzegorz w 28 księdze Moralia, rozdział 9, wniosek ten potwierdza, wykładając o świętych nauczycielach to, na czym: umocniły się golenie jego (Dz 3,7). Jednego z nich, Kasjodora, tu dorzucę, we wstępie Liber divinarum institutionum, rozprawiającego w te słowa: "Do Boskiego Pisma przystępujmy przez wykłady dowodzące ojców, jakby po jakiejś drabinie widzenia Jakuba, by ich znaczeniami posuwani, zasłużyli skutecznie dojść do poznania Pana". A w tej samej księdze, rozdział 2 powiada: "Wielu jest takich, którzy uważają za chwalebne, jeśli wiedzą coś przeciwko starożytnym, i coś nowego znajdują, by byli uważani za biegłych". I w tej samej księdze, rozdział 25, mówi: "Co dawni wykładowcy prawdopodobnie powiedzieli, gorliwym duchem trzymać trzeba: to zaś, co przez z nich zostawione zostało nietknięte, byśmy bezowocnym trudem się nie męczyli, najpierw powinno być zbadane, jakie ma zalety, albo do jakich nauk nas prowadzi". 

    Dodaj tu także Grzegorza z Nazjanzu i Bazylego, którzy jak Rufin przekazuje w drugiej księdze Ecclesiastica historia, rozdział 9: "za Boskich Pism pojmowaniem postępowali nie z własnego domysłu, lecz z pism i powagi przodków. O nich samych wiadomo było, że z następstwa apostolskiego prawidło pojmowania otrzymali". Dotąd tam.

    I to wystarczyło człowiekowi skromnemu, by został wprowadzony do naszego pojmowania. Kogo bowiem nie poruszy starożytność, opieczętowana i poświadczona najwyraźniejszymi pomnikami? Z pewnością gdy słyszę Klemensa, Dionizego, Ireneusza, Epifaniusza, Nazjanzena, Bazylego, Ambrożego, Hieronima, Augustyna, Kasjodora, Bernarda, jedno i to samo głoszących, nie myślę, że tylu ludzi, zaiste najbardziej uczonych i świętych, a jednak ludzi, pogląd słyszę, lecz Katolickiego Kościoła, którego oni byli głównymi kolumnami. Należy bowiem wierzyć, że wszyscy ci mężowie nie co innego z tak wielką zgodą myśleli, niż co wspólnie myślał Kościół Święty. 

    Lecz mamy poza tym poważniejszych świadków, aby tę wiarę uczynić pełną i całkowitą. Rzekłby może ktoś, że te świadectwa, które przytoczyliśmy, bardziej niemal przeciw Luteranom niż Kajetanowi działają. Nie był on bowiem tak bardzo zuchwały, by całkiem wzgardzić albo nauczaniem starożytnych, albo ich komentarzami do Pisma Świętego. Przeczył tylko, że wspólne pojmowanie dawnych nie jest pewną linią, do której nasze pojmowanie zawsze powinniśmy kierować. Czego dotąd nie widzimy, żeby zostało odparte. Zaiste, jakkolwiek jest, chcę szukać gardła sprawy, i bliżej przysunąć nogi, by błąd Kajetana najpewniejszymi uzasadnieniami został odparty.

    [14]. Najpierw zaś na szóstym Soborze Powszechnym, sesji drugiej, za to potępieni zostali Orygeniści, że te same wyjaśnienia, które obecnie Kajetan jako nowe wnosi, usiłowali wprowadzić wbrew tradycji przodków. Sofroniusz mówi: "Wiele innego, poza apostolską i ojcowską tradycją twierdzili, odrzucając: zasadzenie raju rozkoszy, nie chcąc, by Adam został w ciele utworzony, ganiąc, że z niego Ewa zbudowana została, odpierając głos węża". Dotąd on. Ten zaś list Sofroniusza został zatwierdzony na 13 czynności synodalnej, tegoż szóstego Soboru Powszechnego. 

    Następnie Kanon 19 Synodu pod Kopułą tak brzmi: "Trzeba, aby ci, którzy przewodniczą Kościołom, uczyli duchowieństwo i lud, dobywając z Boskiego Pisma pojmowanie i sąd prawdy, nie przekraczając położonych już kresów, albo tradycji świętych ojców. Lecz chociaż powstanie jakiś spór dotyczący Pisma, niech go inaczej nie tłumaczą, niż jakim sposobem znakomitości i nauczyciele Kościoła swymi pismami wyłożyli, a większej z tego chwały dostąpią, niż gdyby układali to, co mówi się od siebie. By kiedyś ku temu się skłaniając, nie wypadli z tego co należne". Dotąd Synod pod Kopułą. 

    Nadto, gdy wśród wiernych zrodziło się pytanie o pojmowaniu tego świadectwa Jana Ewangelisty: "Lecz przyszedłszy do Jezusa, gdy ujrzeli, że już umarł" (J 19,33), itd., przedłożono je na Soborze w Vienne, przewodniczący Soborowi Klemens V tak mówi: "My do wspólnego zdania świętych ojców i nauczycieli zwracając bystrość apostolskiego zastanowienia, za zgodą Świętego Soboru obwieszczamy", itd. (CIC, Clementinae, księga pierwsza, tytuł 1: De Summa Trinitate; [A. Friedberg, t. 2, ss. 1133-1134]). Stolica więc Apostolska oraz Sobór Wienneński, gdy wypowiadają się o wierze i pojmowaniu Pisma Świętego, jak nić Tezeusza trzymają wspólne pojmowanie świętych i idą za nimi, jako przewodnikami pojmowania. Również Sobór Laterański za Leona X na drugiej czynności kazał wszystkim, którzy mają uczyć lud prawdy Ewangelicznej, by Pismo Święte zgodnie z wyjaśnieniem nauczycieli, których Kościół, albo długotrwały użytek zatwierdził, wyjaśniali. I czegoś przeciwnego lub niezgodnego z właściwym im znaczeniem nie dorzucali, lecz na tym zawsze stali, co nie odbiega od wyjaśnień wspomnianych nauczycieli.

    Potem to samo zostało wyraźniej określone na czwartej sesji Soboru Trydenckiego w te słowa: "Postanowił Święty Sobór ku poskromieniu swawolnych umysłów, by nikt oparty na swej mądrości w sprawach wiary i obyczajów, należących do budowy nauki Chrześcijańskiej, nie przekręcał Pisma Świętego według swego myślenia, albo wbrew temu znaczeniu, które utrzymywał i utrzymuje Święta Matka Kościół, albo też wbrew jednomyślnej zgodzie ojców ośmielał się to Pismo Święte wyjaśniać". Dotąd Sobór Trydencki. Mogłem dodać tu postanowienie Piątego Soboru z Iwona, księga druga, tytuł 2, rozdział 14. Inne, także podobne, Synodu w Meaux, rozdział 2, z Burcharda księgi pierwszej, rozdział 61, lecz wiele pomijamy, by długą rozprawą nie spowodować zmęczenia czytelnika. Ale także z Pisma Świętego mamy liczne świadectwa na potwierdzenie tej sprawy. 

    [15]. A najpierw to z Syracha rozdziału 8,11: "Nie puszczaj mimo siebie opowiadania starszych, bo oni się nauczyli od ojców swoich; albowiem od nich nauczysz się rozumu i jak dawać odpowiedź czasu potrzeby". Następnie to Apostoła z Listu do Rzymian 12,3: "Żeby nie rozumieli więcej, niż potrzeba rozumieć; ale żeby rozumieli z umiarkowaniem: każdy podług miary, w jakiej Bóg wiarą go obdarzył... A mając różne dary wedle łaski, ... bądź to proroctwo w zakresie wiary", itd. To zaś wiadomo, że miano Proroka nadaje się Apostołowi nie tylko dlatego, że widzi i zapowiada przyszłość, lecz także dlatego, że darem Ducha Świętego pojmuje i wykłada wyrocznie Chrystusa i apostołów. 

    Nakazuje zaś Paweł, by kto tego rodzaju urząd przyjął w Kościele, najpierw zaiste nie wiedział więcej niż trzeba, lecz wiedział skromnie i umiarkowanie; następnie by proroctwo miał zgodnie z zasadą wiary. To znaczy, by w wykładzie Pisma Świętego nie szedł za bystrością ludzkiego umysłu, albo naturalną siłą i rozumem, lecz wyjaśniał je zgodnie z wiarą otrzymaną od przodków i współmierną tej wiary zasadą. Bo filozofów mógłbyś może wykładać według zasad wiedzy, nie korzystając z wiary, lecz Świętych Ksiąg rozsądnie bez wiary i nauki nie możesz.

    Lecz i kto rozwijając Arystotelesa, za nic miałby wszystkich dawnych perypatetyków i wbrew im, w wielkiej zgodzie sprzeciwiającym się, ze zdania Filozofa przepisał nam niesłychaną nigdy niedorzeczność w nowym tłumaczeniu, za niezbyt trzeźwego byłby miany. O wiele zaś bardziej, kto w księgach apostołów własnym umysłem jakieś nowe wymyśla poglądy i to przeciwne uczniom apostołów oraz wszystkim starożytnym tłumaczom. Zaiste nie ma powodu, uważać takiego za dość zdrowego. Ale o drugim świadectwie dość. 

    Trzecie. W Pierwszym Liście do Koryntian 14,29 masz: "Prorocy niech mówią dwaj albo trzej, inni zaś niech rozsądzają". By zaś ktoś lekkomyślnie nie różnił się od pozostałych, rzecze: "Bóg nie jest Bogiem rozterki lecz pokoju" (1 Kor 14,33), to znaczy: nie jest tego, kto odpadł od jedności zgody, lecz tych, którzy pozostali w pokoju zgody, jak wyłożył Wincenty z Lerynu, mówiąc: "Jak uczę ludzi świętych, to jest Katolików, we wszystkich Kościołach". Są one przeto święte, ponieważ trwają w Świętych obcowaniu. A wreszcie żeby ktoś osądu tych rzeczy sobie jednemu, wzgardziwszy innymi, nie zastrzegł, nieco dalej dodaje: "Czy od was wyszło Słowo Boże? Albo do was samych doszło? Jeśli kto ma się za proroka, albo duchownego, niech pozna, że to, co wam piszę, jest rozkazaniem Pańskim" (1 Kor 14,36-37).

    Nakazane jest mianowicie, by jeśli ktoś jest nauczycielem spraw duchowych, z największą gorliwością był miłośnikiem jedności: by swoich poglądów nie wynosił ponad wspólne pozostałych, i nie odchodził od rozumienia wszystkich. To się zaś stanie, jeśli zachowane będą dwa przykazania. Jedno, by tłumacz Pism Świętych zawsze patrzał na wcześniejszych, z których Słowo Boże przeszło na późniejszych. Za to bowiem Apostoł upomina Koryntian, mówiąc: Czy od was wyszło Słowo Boże? Drugie, by nie bronił swego pojmowania zaciętym sporem, lecz najpierw poradził się pozostałych nauczycieli Kościoła, aby jeśli zobaczy, że wszyscy uznają to, co myśli, bezpiecznie już utrzymywał, a jeśli odrzucają, bezpiecznie już opuścił. Bo to oznajmia Apostoł mówiąc: Albo do was samych doszło? Tak bowiem wprost mi się wydaje, że tak tłumaczy się zdanie Pawła. A jeżeli to świadectwo Apostoła wyda się komuś bardziej stosowne do radzenia niż do przekonania, z tym nie uważał- bym, że należy zmagać się w spornej rozprawie. Bo i sami nie jesteśmy przekonani, że wszystkie nasze uzasadnienia zasługują na palmę. 

    Czwarte dalej świadectwo tegoż apostoła jest najpoważniejsze. Znajduje się bowiem, w Liście do Efezjan 4,11-14 w te słowa: "I on przeznaczył niektórych na Apostołów, a niektórych na proroków, a innych na ewangelistów, a innych jeszcze na pasterzy i doktorów, dla wydoskonalenia świętych, ku robocie posługiwania, ku budowaniu ciała Chrystusowego... Abyśmy już nie byli dziećmi chwiejącymi się, i nie byli unoszeni każdym wiatrem nauki, przez złość ludzką, przez chytrość, na oszukanie błędu".

    Te zaiste słowa Pawła, ponieważ na trzecim miejscu szerzej są rozwinięte, lekką teraz ręką dotkniemy, ile starczy do potwierdzenia tego, o czym obecnie rozprawiamy. Z tych więc słów jasno pojmuje się, że Bożą opatrznością było, byśmy mieli księgi nie tylko proroków, apostołów, ewangelistów, lecz także komentarze świętych nauczycieli do nich. Z tego bowiem na pewno powodu, po prorokach, apostołach i ewangelistach dani są Kościołowi przez Chrystusa nauczyciele, by oni ich księgi tłumaczyli. Tymi więc w Kościele Boga, po Bożemu w czasach i miejscach zrządzonymi, na to samo znaczenie Pisma się zgadzającymi, ktokolwiek by wzgardził, nie człowiekiem gardzi, lecz Bogiem, przez którego oni przeznaczeni zostali do tego, by uczyli lud Chrześcijański świętych pism proroków, apostołów i ewangelistów. 

    A gdyby wszyscy święci tłumacząc je zbłądzili, Kościół błądziłby za sprawą Boga, skoro postępowałby za nauczycielami przez Chrystusa sobie danymi i w pojmowaniu Ksiąg Świętych trwał w ich śladach. A nie jest dla mnie tajemnicą, że Paulin i Augustyn w listach 58 i 59 za Proroków w tym świadectwie Apostoła nie tych biorą, którzy przed przyjściem Pana przyszłość przepowiadali, a ich pisma za Kanoniczne i Boskie mamy, lecz tych, którzy w Kościele Chrystusa wybijali się łaską prorokowania za czasów apostołów. Lecz ponieważ nie możemy zaprzeczyć, że jedni i drudzy dani są Kościołowi przez Chrystusa, nie powinno wydać się dziwne, że ani jednych, ani drugich, ze słów Apostoła nie wykluczymy. Lecz może ktoś tu zapyta (Wincenty z Lerynu i pyta i odpowiada): 

    Skoro kanon Pism jest doskonały oraz dosyć i aż nadto sobie wystarcza, na co przyłączono by mu pojmowanie i powagę świętych? Ponieważ mianowicie Pismo Święte dla jego głębi i mroku nie w jednym i tym samym znaczeniu wszyscy przyjmują, lecz inaczej i inaczej, inny i inny tłumaczą, że niemal ilu ludzi, tyle stąd zdań wydaje się, że można wydobyć. Inaczej je bowiem Nowat, inaczej Sabeliusz, inaczej Ariusz, inaczej Donat wykłada. Dlatego konieczne jest, by linia tłumaczenia proroczego i apostolskiego, z powodu zawiłości tak różnego błędu, kierowana była według jakiegoś prawidła. Dlatego więc po prorokach, apostołach i ewangelistach, przyjęliśmy również nauczycieli, abyśmy szli za ich katolickim, to jest powszechnym, pojmowaniem, jako prawidłem Kościoła przepisanym od Boga. Wspaniale więc to dorzucone zostało: "Dla wydoskonalenia świętych,... Ku budowaniu ciała Chrystusowego.... Nie byli dziećmi", itd. I o słowach apostoła zaiste dość. 

    Teraz dodamy jedyne świadectwo Salomona, które jeśli staranniej się bada, wiele wnosi do tej sprawy, o której rozprawiamy. Powiada: "Słowa mędrców są jak ościenie (Przeciw którym trudno jest wierzgać - Dz 9,5) i jak gwoździe głęboko wbite, które przez radę mistrzów dane są od pasterza jednego. Nadto, synu mój, więcej się nie pytaj" (Koh 12,11). O tym urywku Hieronim rzecze: "Wyjąwszy te słowa, które od jednego pasterza są dane, a przez radę i zgodę mistrzów uznane, niczego sobie nie przypisuj, postępuj śladem starszych, nie różnij się od ich powagi". To Hieronim. 

    My zaś dzięki Ezechielowi (34,23) pojmujemy, kto jest tym pasterzem. Powiada: "Wzbudzę nad nimi pasterza jednego, który je będzie pasł, ... i on im będzie pasterzem". Byś zaś nie myślał, że Chrystus sam przez siebie zawsze to będzie czynił, poucza przez Jeremiasza (3,15) mówiąc: "Dam wam pasterzy według serca mego, i będą was paść umiejętnością i nauką". 

    Że zaś słowa świętych dane były przez owego jednego pasterza wykazuje taka i tak wielka zgoda wszystkich, bo nie mogliby tego wszyscy jednomyślnie pojmować, gdyby jednym i tym samym duchem Chrystusa nie byli utrzymywani w tej jedności. Dlatego po Bożemu rzecze Salomon: "Przez radę mistrzów dane są od pasterza jednego". 

    Nikt zaś nie przeczy, że dawni święci byli mądrzy. Na pewno wiadomo, iż byli nauczycielami Kościoła. Że przez Boga Kościołowi zostali dani, dowodzi opatrzność Chrystusa względem Kościoła. Iż dani zostali, aby apostołów, proroków i ewangelistów wyrocznie wykładać, Paweł oznajmia: jednomyślność i zgoda wykazuje, że przez jednego pasterza tak wielu, nadto w różnym miejscu i czasie było postawionych. Niczego innego nie wolno, jak tylko wpatrywać się w radę mistrzów, ponieważ przez jednego Ducha Prawdy została zgromadzona.

    [16]. Z pewnością, jak mówi Augustyn w drugiej księdze Adversus Iulianum, gdyby synod biskupów gromadził się z całego świata, by rozstrzygnęli spór, powstały wokół Ksiąg Świętych, ani takich, ani tylu, nie mogło by łatwo zasiadać. Bo i nie w jednym czasie byli święci. Ciebie teraz Ojcze Kajetanie, jeśli synowi ojca wołać wolno, wołam ciebie Kajetanie, powiem, wołam! Na sobór ciebie wołam, nie do Liceum, albo Akademii ciebie wprowadzam, lecz na pokojowe i czcigodne zebranie świętych ojców. Połóż sobie przed oczy, proszę cię, tak liczny szereg najbardziej uczonych mężów, których aż do tego dnia zgoda tylu wieków uznała, których oprócz znajomości Pisma zaleca także przedziwna pobożność życia. Spojrzyj na nich, błagam cię, w jakiś sposób na ciebie patrzących, oraz mówiących do ciebie mile i łagodnie: Czy my tak, synu Kajetanie, w wykładzie Pism Świętych wszyscy razem błądzimy? Czy tak nam wszystkim, których Chrystus dał Kościołowi za nauczycieli, zabrakło ducha pojmowania? Czy ty jeden przeciwko nam ośmielasz się walczyć i wierzysz, że Kościół pójdzie za myśleniem jednego człowieka, a opuści wspólny sąd tego najpoważniejszego i najświętszego senatu? Czy sądzisz, że więcej trzeba przyznać dawnym sądom tylu uczonych, świętych i męczenników, czy twemu osobnemu i prywatnemu sądowi? Czy odpowiesz na to? Czy zgoła ośmielisz się odezwać? Wydaje mi się, że widzę, ojcze Kajetanie, skromność twoją i blask umysłu, a także religijną cześć i pobożność względem świętych, i jakbyś był obecny słyszę twój głos brzmiący wokół moich uszu: zwyciężyliśmy obaj. Jeden i drugi z nas odniósł palmę zwycięstwa: ty mnie, a ja błędu. 

    Lecz nie wiem, dobry czytelniku, dokąd poniósł mnie zapał ducha i żar roztrząsania. Bo i Kajetan długo już jest w tym miejscu, gdzie bez mego poszukiwania pokonał wszystkie błędy, a ja nie zwykłem drwić z błędów tych ludzi, których bystrość podziwiam. 

    [17]. Lecz my, jak zaczęliśmy, tak idźmy dalej, i Teologii również rozumowaniami ten błąd odeprzyjmy. Chociaż bowiem dla wzbudzenia wiary w Teologii powaga więcej znaczy niż rozumowanie: jako że ona bez rozumowania dość ma znaczenia, a rozumowanie bez powagi niewiele znaczy. Lecz jednak połączone z powagą rozumowanie, ile zechce będzie miało sił do wzbudzenia wiary. A my już na początku obiecywaliśmy, że tę sprawę z Kajetanem przeprowadzimy raczej rozumowaniem niż świadectwami. 

    Najpierw zaś, którzy powodują ten nowy sposób wykładania Pisma Świętego, poza tym, że depczą chwałę przodków, są przykładem czczym ludziom a bardziej błędnowiercom, jak nowymi i błędnymi zmyśleniami splamić prawdziwe znaczenie Pism Świętych. A gdyby raz dopuszczona została ta swoboda, że Księgi Święte każdy według własnej woli tłumaczy, lękam się powiedzieć, jak wielkie wynikłoby niebezpieczeństwo zniweczenia religii. 

    Po zostawieniu bowiem jakiejkolwiek cząstki Pisma Świętego swobodzie ludzkich umysłów, inna też, i jeszcze inna, i już wszystkie pozostałe, zwyczajowo będą po ludzku obrabiane. Dalej zaś, jeżeli całe Boskie Pismo wolno będzie umysłem i wolą jakichkolwiek ludzi wykładać, nic stałego nie pozostanie. Lecz: "Z konieczności zaistnieje burdel błędów, gdzie przedtem był przybytek czystej i nieskażonej prawdy", jak Wincenty z Lerynu nie mniej prawdziwie niż zręcznie stwierdził. A również prócz niedogodności, i wielu i wielkich, które przyszłym ludziom w Kościele niesie ten pogląd, Kościoła, który nas poprzedził, nie da się uwolnić od piętna najcięższego błędu. Skoro bowiem zarówno kaznodzieje, jak wszyscy pisarze, którzy nastąpili po starożytnych świętych, znaczenie Pisma Świętego przekazywali ludowi zgodnie z nauką od świętych otrzymaną, lud zaś to znaczenie ufnie przyjął, kto odrzuca zgodny wykład dawnych świętych, ten odrzuca pojmowanie, które Kościół dotąd posiadał. 

    Jako przykład niech posłuży coś szerszego. Wszyscy święci wykładali, że Ewa z żebra Adama, jak brzmi Pismo, została stworzona. Ponieważ następni kapłani znaleźli to tak przez świętych wyłożone, skrzętnie oznajmili ludowi Chrześcijańskiemu, a lud sam dobrą zaiste wiarą uwierzył. To powoduje, że przy błędzie dawnych świętych w tłumaczeniu tego urywka, cały Kościół w tym błędzie by się obracał. Otóż, że świętych oraz Kościoła niewiedza się łączy, myślał wyraźnie Nestoriusz, potępiony przez Sobór Efeski w te słowa: "Wciągnięci zostaliśmy w zbrodnicze urojenie Nestoriusza, że on pierwszy i jedyny pojmuje Pismo Święte, a pyszni się, że wszyscy inni nie znali, którzykolwiek przed nim urzędem nauczania obdarzeni Boskie Wypowiedzi opracowywali. Że obecnie nawet cały Kościół błądzi, który jak mu się zdało, postępuje za nieobeznanymi nauczycielami". Dotąd Sobór Efeski, przekazany zaś przez Wincentego z Lerynu, w owej zaiste złotej książce: Adversum prophanas novationes.

    Dodaj, że jak mówiliśmy wyżej, w tym, czego znajomość nie należy do ludu, wiarą Kościoła jest wiara przodków. Skoro więc czerpanie z Pisma Świętego prawdziwego i rzetelnego pojmowania nie należy do ludu, chyba że chcemy iść za obłędem Luteranów, w Księgach Świętych pojmowanie ojców naszych z pewnością jest pojmowaniem samego Kościoła. 

    Dlatego jeżeli wszyscy dawni święci zbłądzili pojmując Boskie Pisma, bez wątpienia zbłądził Kościół: i to z polecenia Boga. Zgrzeszyłby bowiem lud, gdyby sprzeciwił się Pismu wyłożonemu według pojmowania wszystkich świętych: w tym zwłaszcza, czego osąd nie należy do ludu, lecz do wyższych. 

    Poza tym Słowo Boże nie mogło odstąpić od wszystkich świętych, wspólnym i jednym duchem to samo myślących. By mianowicie wszyscy razem mieli jakieś pismo za kanoniczne, które nie byłoby kanoniczne, albo odwrotnie: wspólną zgodą odrzucili jakieś, które kanoniczne jest. A więc i prawdziwe pojmowanie Słowa Bożego nie mogło zarazem od nich odstąpić. Jedno i drugie bowiem Kościołowi zostało obiecane: i Duch i Słowo. A gdyby jednego i drugiego zabrakło świętym nauczycielom, i Kościołowi też by zabrakło. To zaś, co wcześniej zostało przyjęte, jeśli mniej się pojmuje, z innych dogmatów wiary pojąć można. Że wszyscy święci naraz w nich zbłądzić nie mogli, wielkimi uzasadnieniami wykażemy, nawet niewiele później, lecz przedtem trzeba trochę powiedzieć. Że zaś i Słowo i Duch złączone są w Kościele z pojmowaniem, jak na ostatnim miejscu przyjęliśmy, świadczy Pan przez proroka Izajasza (59,21): "Duch mój, który jest na tobie, i słowa moje, które położyłem w ustach twoich, nie odstąpią od ust twoich i od ust potomstwa twego... odtąd i aż na wieki". Nikt zaś nie zaprzeczy, że nasieniem Chrystusa jest Kościół wiernych, kto choć trochę byłby w Piśmie Świętym wyćwiczony. Któż to więc rzeczy przez Chrystusa w Kościele połączone ośmiela się błędem rozdzielać i słowo, albo znaczenie słowa, wszystkim świętym, a stąd Kościołowi, odbierać? 

    Prócz tego jak Hieronim mówi w Commentaria super primum caput Epistolae ad Galatas, "Kościół Boży, który od następców apostołów usłyszał wiarę, nie przyjął ewangelii człowieka, lecz Boga. Nauczyciele bowiem Kościoła, powiada, nie tyle sami uczą, ile w nich Bóg, który mówi do świętych: Jam rzekl, Bogami jesteście i synami Najwyższego wszyscy (Ps 81,6). Którzy zaś są boga- mi, przekazują ewangelię Boga, a nie człowieka. Marcjon i Bazylides oraz inne zarazy błędnowierców nie mają Ewangelii Boga, ponieważ nie mają Ducha Świętego, bez którego ludzka staje się ewangelia, której się uczy". Dotąd Hieronim. I zaraz w tym samym miejscu rzecze: "Nie myślmy, że w słowach Pism jest Ewangelia, lecz w znaczeniu. Nie na powierzchni, lecz wewnątrz, nie w liściach mowy, lecz w korzeniu rozumienia. Nadto i diabeł, który mówi o Pismach oraz wszystkie błędnowierstwa, z tego szyją sobie poduszki. Wielkim niebezpieczeństwem jest mówić w Kościele, by może przewrotnym tłumaczeniem z Ewangelii Chrystusa nie powstała ewangelia człowieka, albo co gorsza, diabła". To także Hieronim. Co jeśli streścimy, ma to znaczenie.

    Jeżeli od dawnych świętych, następców apostołów, wierni otrzymali błędne znaczenie Pisma, z pewnością nie otrzymali Ewangelii Boga, ponieważ nie jest w słowach Pism, lecz w znaczeniu; nie w literze zabijającej, lecz w duchu ożywiającym; nie na pergaminach lecz na sercach. To nie tylko Hieronim przekazał, lecz także Hilary w księdze Ad Constantium Augustum. A jeśli prawo jest duchowe, i wymaga ducha, by zostało pojęte, co już na pierwszym miejscu szeroko wykazaliśmy, pytam jaki to wielki jest obłęd, mówić, że Duch Święty był tylko ze mną, a wszystkim świętym go zabrakło?

    [18]. Nuże bowiem, by z Boskich na ludzkie rozumowania spłynęła nasza mowa, jeżeli w wyjaśnianiu Pism cokolwiek przyznaje się zdolnościom i wykształceniu, cóż od zdolności Greków bystrzejszego albo przenikliwszego? cóż w Pismach Świętych bardziej wyćwiczonego? Ale i świętym Łacinnikom nie brakło zdolności, ani biegłości w Pismach Świętych. Nie chcemy bowiem teraz przedkładać Łacinników nad Grekami, albo Greków nad Łacinnikami. Wiadomo, że i jedni i drudzy byli silni zdolnościami i wykształceniem. A ponieważ w tym osądzie bardziej zważa się na świętość życia, kto z obecnych ludzi przewyższy tych dawnych znakomitych mężów Kościoła? Prawdę mówią. 

    Lecz byli ludźmi. Ale ja i tych nowych tłumaczy za ludzi uważam. Słucham, co wielość znaczy dla duchowego znaczenia? Odpowiadam, Co znaczy mała ilość? Lecz i w tym, co choćby wśród ludzi się wierzy, wielość świadków zwykła coś znaczyć, zwłaszcza starszych. Bo wszyscy najstarsi zwykle są najpoważniejsi. Młodsi zaś, jak dzieci, jeżeli mają pozór prawdy, nie należy go zaiste od razu odrzucać, starość jednak należy zachować na swoim miejscu. Wielka bowiem jest moc i powaga starości, a gdzie spiera się z nowością, bez wątpienia ją trzeba przedłożyć. Lecz nie wiem jakim sposobem od bardzo poważnych rozumowań mowa nasza spadła na te młodzieńcze. Wróćmy już do tamtych i kiedyś je skończmy. 

    [19]. Na to zaś pilniej i usilniej naciskaliśmy, że kto twierdzi, iż wszyscy w ogóle dawni święci w wykładaniu jakiegoś miejsca Pisma Świętego zbłądzili, ten Kościołowi Katolickiemu ten sam błąd przypisuje. To co tym także uzasadnieniem wzmocnione być może. Gdziekolwiek bowiem jest ciało Kościoła, tam także jest Duch Prawdy. Jak uczy Ireneusz (księga trzecia), a co więcej Chrystus Pan, mówiąc: "Ja prosić będę Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby mieszkał z wami na wieki, Ducha Prawdy" (J 14,16- 17). Uczy tego wyraźnie również Paweł w Liście do Efezjan 4,30 oraz Pierwszym Liście do Koryntian 12,1-11. 

    Duch zaś w ciele nie te same czynności przydziela wszystkim częściom ciała, jak Apostoł w Liście do Rzymian 12,6-8 oraz Pierwszym liście do Koryntian 12,8-10 bardzo zgrabnie przekazuje, bo: "Jednemu dostaje się przez Ducha mowa mądrości.... innemu proroctwo...., innemu tłumaczenie języków", itd. "Gdyż w Kościele nie wszyscy są apostołami, ani wszyscy prorokami, ani wszyscy tłumaczą", itd. Pewne jest zaś, że pojmowanie Pism Świętych, jeśli komuś najbardziej, dane jest przez Ducha świętym nauczycielom. Kto więc wszystkim świętym odmawia Ducha Prawdy w tłumaczeniu Pisma Świętego, ten bez wątpienia tegoż Ducha Kościołowi odbiera. Tak jak, kto oczom odbiera dar widzenia, ten również wszystkie pozostałe części ciała zaciemnia. Bo jeżeli oko nie będzie światłe, "całe ciało twoje ciemne będzie" (Łk 11,34). 

    Otóż to są najpoważniejsze przyczyny piątego wniosku. Mogą bowiem być inne, lżejsze. Z pewnością przykład ojców, najlepszych i najmędrszych, nie jest zgoła lekki: chociaż oni byli bardzo bystrego umysłu, jednak wyjaśnienia Pisma Świętego tak przedstawiają, jakby od starszych się nauczyli, a nie zdawało się, że z siebie wynaleźli. Do tego prawa powinniśmy być nie przyuczeni, lecz uczynieni, nie wykształceni, lecz zaprawieni.
    I o piątym wniosku zostało powiedziane dosyć.

    [20]. Szósty wniosek. Wszyscy święci razem w dogmacie wiary błądzić nie mogą. Pierwszy dowodzi go święty Augustyn, w pierwszej księdze Adversus Iulianum, rozdział drugi. Gdy bowiem chciał pokonać Juliana świadectwami świętych w dogmacie wiary, o który był spór, rzecze: "Nie wspomnę wszystkich poglądów na tę sprawę, lecz przedłożę niewiele, którymi nasi przeciwnicy będą zmuszeni zawstydzić się i ustąpić, jeśli w nich albo bojaźń Boża, albo ludzki wstyd zwycięży tak wielkie zło zawziętości. A potem powiada: Inne są sprawy, w których między sobą nawet najbardziej uczeni i najlepsi obrońcy prawidła katolickiego nie współbrzmią, z zachowaniem spójności wiary, i jeden od drugiego o tej samej rzeczy mówi lepiej i prawdziwiej. To zaś o czym rozprawiamy teraz, dotyczy samych podwalin wiary". A w drugiej księdze przeciwko temu samemu tak mówi: "To udowodniliśmy powagą katolickich świętych, aż tego nie wynika, że jest błędne. Tacy bowiem i tak wielcy mężowie zgodnie z wiarą Katolicką potwierdzają, że to jest prawda, aby wasza ułomna i wątła nowość została starta samą ich powagą. Nadto że mówią to, by sama prawda świadczyła, iż przez nich przemawia. Lecz teraz najpierw ich powagą wasz upór ma być zduszony, byście okiełznali karkołomne zuchwalstwa, skoro nie wierzycie, że tacy ludzie Boży mogli błądzić w wierze katolickiej". 

    A nieco niżej rzecze: "Ja stawiam ciebie przed tymi sędziami, których, nie moich przyjaciół, ani twoich wrogów, ustanowiłem w tej naszej rozprawie sędziami... i pustą myślą nie uknułem, że ich wyroki o tym, co między nami jest rozważane, są niepewne: lecz świętych i w świętym Kościele dostojnych biskupów, nie w Platońskich i Arystotelesowskich oraz Zenoneńskich... (chociaż i wśród tych niektórzy z nich byli uczeni), lecz wszystkich w Piśmie Świętym wykształconych, imiennie jak było trzeba wyrażonych.... byś w nich lękał się nie ich samych, lecz tego, kto z nich sobie pożyteczne narzędzia uformował... Oni wtedy sądzili o tej sprawie.... gdy wolni byli od nienawiści, przyjaźni, wrogości, gniewu... Co w Kościele znaleźli, tego się trzymali". A potem powiada: "Czy aż tak dalece długi dzień pomieszał szczyty z otchłaniami, aby widział Pelagiusz, Celestiusz, Julian, a ślepi byli Hilary, Grzegorz, Ambroży, Cyprian? Lecz jakikolwiek jesteś człowieku, ponieważ jednak człowiekiem jesteś, wydaje mi się, że widzę twój wstyd, (jeśli jednak w tobie nie umarła wszelka nadzieja zdrowia), i jakimś sposobem słyszę twój głos, którym odpowiadasz: niech tak nie będzie, bym ośmielił się tych mężów za ślepych uważać, albo ogłaszać". 

    A wreszcie na końcu księgi świadczy, że tych, którzy odrzucają świętych, cały Kościół Chrystusa odrzuca. A Wincenty z Lerynu mówi: "Konieczne jest wszystkim katolikom, którzy starają się okazać prawymi synami Kościoła, by do wiary świętych ojców lgnęli, kleili się, przymierali, światowe zaś nowinki odrzucali, brzydzili się nimi, prześladowali je. Soborowi bowiem Efeskiemu po Bożemu spodobało się, niczego innego potomnym do wierzenia nie postanawiać, jak tylko co święta, zgodna ze sobą, starożytność świętych ojców utrzymywała". Dotąd on. 

    I nie tylko Efeski Sobór tak myślał, lecz Konstantynopolski w dwunastej czynności w te słowa: "I rzekł Święty Sobór: Całkowicie konieczne jest, nie tylko zgodnie ze znaczeniem iść za dogmatami świętych ojców, lecz tych samych z nimi słów używać, i niczego zgoła nie zmieniać". I znowu: "Dogmaty świętych ojców przyjmują jako prawo świętego Kościoła Bożego". I nie szkodzi, że są to poglądy Sergiusza, a nie Soboru. Zarówno, ponieważ na ile sam błędnowierca Sergiusz, pokonany publiczną zgodą Kościoła, tego naszego wniosku nie mógł zaprzeczyć, z pewnością nieprzyjaciele nasi są sędziami. Jak ponieważ Sobór w czynnościach 17 i 18 idzie za tymi świętymi ojcami jako prawidłem. A Sobór Laterański za Marcina V w kanonach 12 i 13 mówi, że co wszyscy ojcowie z Kościołem współbrzmiący odrzucają, to katolicki i apostolski Kościół odrzuca, a w co wierzą, wierzy. To, co potwierdzone być może nie tylko bardzo poważnymi świadectwami Augustyna, Wincentego i Soborów, lecz także niepokonalnymi rozumowaniami. 

    Bo jeżeli święci w jakimś dogmacie wiary są błędni, to ludy, które za nimi postępowały były błędne. Wiadomo bowiem, że przed nami lud Chrześcijański zaspokajał się wiarą świętych nauczycieli. Nie mógł bowiem inaczej mieć wiary w Jezusa, gdyby nie miał także w jego świętych. Paweł mówi do Filemona (4-5): "Dziękuję Bogu memu... Gdy słyszę o ... wierze, jaką masz ku Panu Jezusowi i ku wszystkim świętym jego". Na te słowa Hieronim rzecze: "Ktokolwiek uwierzył Bogu, nie może inaczej przyjąć jego wiary, jak tylko wierząc w jego świętych. Nie jest bowiem doskonała wiara w Boga, osłabiana niewiarą w jego sługi". 

    Poza tym, gdy coś należy do wiary, to choć często już było mówione, jednak częściej jeszcze mówić trzeba, czego lud całkowicie nie wie: gdyby wszyscy święci w wierze tego rodzaju rzeczy byli oszukani, z pewnością oszukany byłby Kościół. Do tego przez odrzucenie wiary wszystkich świętych, tradycje Chrystusa i Apostołów po wielkiej części byłyby odrzucone. Bo nie skądinąd wyraźniej, niż ze świadectw starożytnych świętych, poznaliśmy większość Apostolskich tradycji. Stąd na Siódmym Soborze Powszechnym, w pierwszej czynności, siódma klątwa pokutującego Bazylego tak brzmi: "Którzy gardzą nauką świętych ojców i tradycją katolickiego Kościoła, i którzy pieniaczą się oraz rzucają słowa Ariusza, Nestoriusza, Eutychesa i Dioskora mówiąc, że gdybyśmy nie byli wystarczająco pouczeni ze Starego i Nowego Testamentu, poszlibyśmy za tradycjami świętych ojców i Kościoła katolickiego: klątwa". Tych więc dwoje tak jest ze sobą związane i złączone, że rozerwane i rozdzielone być nie mogą: nauka świętych ojców i tradycja Kościoła. 

    Ktokolwiek jedno z nich usiłowałby osłabić, trzeba by wstrząsnął i wiarą drugiego. A w czynności szóstej tego samego Soboru. Epifaniusz w piątym tomie tak mówi o Soborze: Jeżeli ten, kto wydał ten wykład przeciwko czci obrazów twierdzi, że sam przez świętych ojców, którzy żyli w tamtych czasach, nie został przyjęty: w jaki sposób to, czego święci ojcowie nie zatwierdzili, przyjmiemy my, którzy niegodni jesteśmy zwać się ich uczniami? 

    Nie tylko ten Sobór, lecz wszystkie pozostałe sobory, wszyscy papieże i święci nauczyciele tą drogą i na tej zasadzie odparli wszelkie błędnowierstwa. Bo dogodnie nie mogli inaczej, jak tylko, że w samych Pismach kanonicznych i w pozostałych postanowieniach wiary, pogląd starszych utrzymali tak, jak przyjęli. Wypada o tym po prostu przytoczyć słowa Wincentego z Lerynu. Mówi on: "Świętą starożytności powagą zetrzemy świeckich nowinek zuchwalstwo. To zaś nie nowina, bo zwyczaj ten zawsze w Kościele obowiązywał, by im ktoś religijniej kwitnął, tym sprawniej przeciwstawiał się nowym wymysłom. Przykładów takich wszystko jest pełne. Lecz, by za długo nie było, sumarycznie i krótko coś niecoś napomkniemy, by wszyscy widzieli jaśniej od słońca, jaką drogą zawsze idąc świętych apostołów błogosławione następstwo odpierało nowinki. Pojmowali bowiem mężowie święci i roztropni, że zasada pobożności niczego innego nie dopuszcza, jak tylko by wszystko jaką wiarą przez ojców zostało przyjęte, taką synom było przekazane. I że to jest własnością chrześcijańskiej skromności i powagi, nie przekazywać potomnym swego, zachować otrzymane od przodków. Przewodnictwo bowiem religia daje nam, a nie my religii. I nie ciągajmy gdzie chcemy znaczeń przodków, lecz raczej postępujmy gdzie one ciągną w tę i z powrotem". Tyle on. 

    Jeden zaś i wybitny przykład tego co mówił, przytacza z Soboru Efeskiego, gdzie gdy rozprawiano o umocnieniu prawideł wiary przeciw Nestoriuszowi, postanowiono, by przyniesione zostały zdania ojców. Gdy to się stało, Nestoriusz został potępiony jako przeciwny starożytności katolickiej, Cyryl zaś, jako zgodny ze świętą starożytnością, został uznany. Lecz jak on sam powiedział: wszystko jest pełne takich przykładów. 

    Tak bowiem Hieronim zwyciężył dogmat Helwidiusza. Tak Bazyli Ad Amphilochium głosił Bóstwo Ducha Świętego. Tak Augustyn odparł Donatystów i Pelagian. Tak Paweł z Samosaty przewyższony został przez pewnego wspaniałego pisarza. Tak Teodoret potwierdził określenia Synodu Aleksandryjskiego. Tak Papież Leon u cesarza Leona zawstydził Eutychesa i jego zwolenników, a udowodnił, że od zgadzających się ze świętymi nauczycielami nie różni się nikt, jak tylko niezbożni i błędnowiercy. (Euzebiusz, Ecclesiastica historia, księga piąta, rozdział 28; Historia tripartita, księga szósta, rozdział 20). Tak Papież Agaton umocnił kościelny dogmat o podwójnej woli i działaniu Chrystusa, mianowicie dzięki zgodnym świadectwom świętych pisarzy. (Szósty Sobór, czynność czwarta). Błędnowiercy widzieli, że im w ten tylko sposób mogą odpowiedzieć, jeżeli księgi skażą, a inne świadectwa tych samych świętych przytoczą okaleczone, albo nawet zmyślone, na potwierdzenie błędu. Bo nawet błędnowiercom nie wydało się słuszne powagi świętych zaprzeczyć. Po co zaś po starych przykładach nowe teraz przywiedziemy? Z. Bernarda: Epistola 77 ad Hugonem, z Innocentego: De presbytero non baptisato, Konstytucję Apostolską z Soboru Florenckiego, także z wielu innych, które, by nie było za długo, obecnie oddalimy. 

    Dość bowiem nam powinno być przekonujące, jeśli tylko w Filozofii Chrześcijańskiej coś postąpiliśmy, dzięki przytoczonym przykładom, rozumowaniom i świadectwom, że wspólne pojmowanie wszystkich świętych sprawia pewną wiarę dogmatów katolickich, a zatem z powagi wszystkich czerpie się pewne uzasadnienia na potwierdzenie wniosków Teologicznych.

    To wreszcie w tym szóstym źródle mieliśmy umieścić. Umieściliśmy zaś to długą zaiste mową, bo jakim sposobem tak wielką rzecz rozwinęlibyśmy mniej licznymi słowami? Lecz tak jednak jasno, że ciemności, które przeciwnicy prawdy usiłowali wylać swoimi uzasadnieniami, zdają się już wygnane światłem powyższej rozprawy. Z pewnością pierwsze, drugie i trzecie uzasadnienie po tym, co zostało powiedziane, nie wymagają żadnej odpowiedzi. Lecz i to dowodzenie potem zaiste dodane. Ma ono bowiem znaczenie nie bardziej przeciwko dawnym świętym, niż przeciwko ojcom wszystkich soborów, a nawet przeciwko całemu Kościołowi. W ten sposób odparliśmy je przedtem w dwóch miejscach. 

    Pozostały więc tylko wątpliwości Osjandra i Kajetana, które gdyby wyłączyć, niczego zaiste więcej nie będzie, co do wyjaśnienia szóstego źródła byłoby potrzebne.

    Rozdział IV. [Usuwa niektóre wątpliwości Osjandra i Kajetana] 

    Skoro więc Osjander spiera się, że wszyscy tłumacze aż od apostołów w pojmowaniu tego proroctwa błądzili, to po pierwsze niczego nam przeciwnego nie przytacza. Bo jak Wincenty z Lerynu słusznie mówi, Starożytnej zgody świętych ojców z pewnością nie musimy naśladować we wszystkich zagadnieniach Bożego Prawa, lecz tylko w prawidle wiary i w tych zwłaszcza zagadnieniach, na których opierają się podwaliny katolickiego dogmatu. Co także w poprzednim rozdziale nieco szerzej wyjaśniliśmy. Dalej zaś, czy proroctwo Ozeasza należy odnosić do Chrystusa w znaczeniu dosłownym, czy przenośnym, nie należy do zagadnienia wiary. Tak choćby święci w tym błądzili, nie błądziliby w sprawie poważnej, lecz która w Kościele jest mniejszego znaczenia. 

    Następnie błędne jest, że wszyscy pisarze aż od apostołów, urywek ten odnosili do Chrystusa w znaczeniu wyłącznie przenośnym. Odnoszą wprawdzie wszyscy do ludu Izraela, i do Chrystusa także odnoszą, lecz nie wszyscy twierdzą, że dzieje się to w przenośni. Wielu twierdzi, że ten urywek Pisma, ma niekiedy więcej dosłownych znaczeń. Jeżeli w końcu powiemy, że znaczenie jest przenośne, nie ma żadnego błędu. Bo na zarzut Osjandra uczenie odpowiada Hieronim w komentarzu do Ozeasza. Puste więc to uzasadnienie, znaczenie ma u tych, którzy sami chcą być uwodzeni i mamieni. 

    Bardziej poważnych i stanowczych trzeba napomnieć, by uważali, żeby nie dali się złapać na inne chytre uzasadnienie. Jawnego bowiem sofistę każdy widzi, chyba, że bardzo jest tępy. Pilnie trzeba się strzec, by ten chytry i skryty sofista nie omamił pozorem prawdy. Bo nie łatwo go się rozpoznaje. Nie chciałbym jednak sądzić, że Kajetana albo trzeba zaliczyć do sofistów, albo że kogoś chciał omamić chytrze, przebiegle, złośliwie. Lecz człowiek zdolny i uczony nie upadł, jak tylko pod pozorem jakiegoś niejasnego dowodzenia. Dlatego ponieważ ma większą niż inni moc do uwodzenia, z większą zaiste troską i pilnością trzeba się jego strzec. 

    Kajetan więc uzasadnia: Bóg nie związał wykładu Pisma Świętego ze znaczeniami prastarych nauczycieli. Wręcz odwrotnie: związał, jeżeli wszyscy, co do jednego, w tym samym znaczeniu się zbiegają. Obowiązani są bowiem wszyscy katolicy iść za pojmowaniem Kościoła. Że zaś pojmowanie Kościoła było tożsame ze wszystkimi nauczycielami Kościoła, rozwinięte zostało nieco wyżej, dość, jak sądzę, starannie. Kościół obecnie o znaczeniu Pisma Świętego nie sądzi wieszcząc, lecz tłumaczy je z tradycji starszych. W ten sposób bowiem, jeżeli wystąpi jakieś zagadnienie wiary, sąd Kościoła niczego nowego nie wnosi do uszu ludu Chrześcijańskiego, lecz dawnej wiary starszych w tej sprawie szuka i za nią postępuje. Tak gdy istnieje jakiś spór o znaczenie Pisma Świętego, żadnego nowego pojmowania od cenzury kościelnej nie powinniśmy oczekiwać, lecz tego, które po przeprowadzeniu wielkiego dochodzenia, wiadomo będzie, że jest wspólne ojców naszych. Mówią: Odbiera się nam i potomnym nadzieję wykładu Pisma Świętego, jak tylko przenosząc ze zwoju na poszyt. Nigdy zaiste w życiu! Bo, (bym pominął, że w Świętej Biblii jest wiele miejsc, a nawet są całe księgi, w których Kościół potrzebuje pilności tłumaczy, w których dlatego młodsi mogliby i uczoności i zdolności pomniki, sami swoim również potomnym zostawić), w tym także, co starożytnych zdolnościami i pilnością zostało wypracowane, coś niecoś my ludowi Chrześcijańskiemu, jeśli zechcemy, dać i to bardzo korzystnie możemy. Możemy bowiem staremu dać nowość, wytartemu połysk, ciemnemu jasność, wstrętnemu wdzięk, wątpliwemu wiarę, wszystkiemu własną naturę, a własnej naturze wszystko.

    Lecz ponieważ na to uzasadnienie bardzo uczenie i zręcznie odpowiedział Wincenty z Lerynu, przytoczymy jego słowa, godne zaiste, by je złotymi pisano głoskami. Rzecze: "Bądź, o Nauczycielu, jakby Bezeleelem (Wj 36,1), i drogocenne Boskiego dogmatu wyrzeźbij klejnoty, wiernie przystosuj, mądrze przy- ozdób, dodaj blasku, łaski, wdzięku, gdy ty wykładasz, niech jaśniej będzie pojmowane to, co przedtem ciemniej było wierzone. Tego samego zaś, czego się nauczyłeś, nauczaj, abyś mówiąc nowo, nie mówił nowego. Lecz może ktoś powie: czy więc w Kościele Chrystusa nie będzie żadnego postępu pojmowania? Będzie z pewnością i to bardzo wielki. Lecz jednak tak, żeby to był praw- dziwie postęp wiary, a nie przemiana. Do postępu bowiem należy, by każda rzecz rozbudowywała się sama w sobie. Do przemiany zaś, by coś innego w inne się obracało. Sposób dusz niech naśladuje sposób ciał, które chociaż z biegiem lat rozmiary swoje rozwijają i rozszerzają, te same jednak, które były, pozostają. Ile członków niemowląt, tyle mężów. A jeżeli są takie, które rodzą się w wieku dojrzalszym, już w zasadzie nasiennej zostały wsiane, by nic nowego nie przejawiało się u starców, co już przedtem w chłopcach nie było ukryte. A jeżeli wygląd ludzki później obraca się w jakiś wizerunek nie swojego rodzaju, albo coś na pewno dodane jest do liczby członków lub odjęte, z konieczności cale ciało albo staje się potworne, albo nawet ginie, albo na pewno kaleczeje. Tak również pojmowanie Pisma Świętego wypada, by szło za tymi prawami postępu, by mianowicie z latami wzmacniało się, z czasem rozszerzało, z wiekiem wznosiło się, a jednak pozostawało niezepsute i nietknięte". 

    A nieco dalej powiada: "Cokolwiek więc w raju Kościoła, na Bożej roli, trudem ojców zostało zasiane, to samo skrzętnością synów niech będzie uprawiane, kwitnie, dojrzewa, owocuje, doskonali się. A prastare owe niebiańskiej filozofii dogmaty przez potomnych będą czyszczone, obrabiane, gładzone. Lecz nie godzi się, by były zmieniane, obcinane, okaleczane, otrzymywały ludzkich zdolności jakby zewnętrzne dodatki. Chociaż otrzymują przejrzystość, jasność, rozgraniczenie, trzeba, by zachowały pełnię, całość, własność". Dotąd on. 

    Cała jego mowa tym bardziej prawdopodobna mi się wydaje, im bardziej wygląda na zaczerpniętą z czwartego rozdziału Listu Apostoła do Efezjan, gdzie to podobieństwo cielesnego wzrostu tak bardzo otwarcie i obficie przeprowadził, że nie potrzeba żadnej mojej mowy. Tyle czytelnicy mieli być pouczeni. 

    O szóstym zaś źródle dotąd. Przejdźmy już do siódmego, to jest do powagi nowej Szkoły. O której jeżeli może trochę nowego powiem, ufam, że jednak to, co pobożni czytelnicy przyjmą. 

(Siódmej księgi koniec)

Komentarze